niedziela, 1 września 2013

Mom #11

Holly's
Obudziłam się w domu Justina, w jego przytulnej sypialni. Czułam ciepło wytwarzające się pod kołdrą. Miałam lekko opuchnięte oczu od płaczu, który wczoraj nieustępywał na krok. Odwrociłam lekko głowę w stronę Justina. Jeszcze spał. Nie dziwię mu się. Wczoraj po mnie przyjechał, mimo, że było późno, a droga daleka. Matka wywaliła mnie z domu. Ona jeszcze nie wie, że postąpiła źle. Ale się dowie i zrozumie w czym był błąd. Straciłam ją na zawsze, a ona mnie. odwróciłam głowę w przeciwną stronę ocierjając łzy, które ponownie zaczęły gromadzić się w koncikach moich oczu. Justin jest jedyną osobą, której w stu procentach ufam. Znaczy dla mnie coś więcej. To jest nieopisane uczucie. Często boję się, że mnie kiedyś zostawi. Zostawi mnie samą i odbierze całą miłość. To było najgorsze w tym wszystkim. Poczułam lekkie drgnięcie łóżka. Ujrzałam twarz Justina odwróconą w moją stronę, lekko się uśmiechnęłam.
-Witaj księżniczko-mruknął, składając słodki pocałunek na moich ustach.
-Cześć-posłałam mu niewinne spojrzenie. Czułam jak łzy przebijały się przez moje oczy. Automatycznie moja głowa skierowała się w drugą stronę od twarzy Justina. Nie chciałam mu pokazać, że upadam, że nie daję rady. Bałam się tego. Justin podparł się łokciami o materaco i spytał:
-Ej skarbie, wszystko wporządku?-ujął, mój podbródek swoja ręką i przekręcił go w swoją stronę. Widziałam w jego oczach zmartwienie. Wpatrywałam się w jego czekoladowo-miodowe tęczówki, które patrzyły proto na mnie.
-Kochanie, nie płacz-usiadł na łóżku-chodź tutaj-powiedział, klepiąc w wolne miejsce obok niego. Powoli wstałam, siadjąc dokładnie tam gdzie wskazał ręką.
-Justin ja nie wiem co mam robić, jesteś moją ostatnią osobą , którą kocham i której ufam-łkałam, dławiąc się czkawką wywołaną przez płacz- czasem boj się...-wzięłam głęboki oddech-..że mnie zostawisz i wtedy...-nie dokończyłam. Płacz przejął nade mną kontolę. Justin gładził opuszkami palców moje dłonie.
-holly, nie myśl tak. Nigdy bym tak nie postąpił, kocham cię. Jesteś całym moim światem. Objął mnie swoimi rękami, masując moje plecy. Wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową czując się bezpiecznie.
-Kocham cię-powiedziałam, muskając lekko jego zaróżowione usta.
-Ja ciebie też księżniczko-odpowiedział całując kilkakrotnie moje czoło. Siedzieliśmy oboje wtuleni w siebie w absolutnej ciszy. Było tylko słychać ciche ćwierkanie ptaków za oknem. Nagle poczułam pulsowanie w moim nagarstu, drgnęłam pod wpływem dotyku Justina. Delikatnie gładził moje nadgarstki, które były masakrycznie poszarpane przez żyletkę.
-Holly nie rób tego, obiecaj mi-powiedział po czym pocałował moją rękę.
Kiwnęłam głową po czym oparłam się o jego tors. Kołysaliśmy się w lewo i w prawo co doprowadziło mnie do głębokiego snu.

Justin's
Myślałem nad tą całą sytuacją. Było mi bardzo żal jej matki. jak mogła tak postąpić. Wyrzucić córkę z domu? Ciekawe co by było gdyby mnie przy niej nie było. Nawet nie chce o tym myśleć. Już nikt nie odbierze mi mojej małej księżniczki. Oddałbym za nią zycie. Rozmyślając nad tymi sprawami ujrzałem, ze Holly usnęła w moich objęciach. Ująłem w ręcę jej drobne ciało i wygodnie położyłem na łóżku, okrywając ją kocem. Przyglądałem się jej pięknej i baldej twarzyczce. Musnąłem jej czoło i skierowałem się na dół. Byłem cholernie głodny, nic nie jadłem od wczoraj wieczorem. Zajrzałem do lodówki i postanowiłem zrobić omlety. Wyjąłem potrzebne składnikii zabrałem się do gotowania. Czas upływał nie ubłagalnie. Czekałem, tylko abym mógł coś przekąsić. Polałem 2 omlety sosem klonowym i posypałem kawałkami truskawek. Wziąłem kawałek omleta do buzi rozkoszując się jego smakiem. Usłyszałem głosy dochodzące z góry. Ujrzałem zaspaną jeszcze Holly schodzącą po schodach do kuchni.
-Mmmm co tak pachnie?-zapytała przytulając mnie od tyłu.
-Omlety skarbie, siadaj i zjedz sniadanie.
Holly niczym mgła szybkim krokiem znalazła się naprzeciwko mnie. Szamała omlety kawałkiem po kawałku. przyglądałem się jej. Była taka piękna. Odstawiłem talerz na bok czekając, aż Holly zrobi to samo. Miałem w przygotowaniu małą niespodziankę dla małej. Musi odreagować stres i zrelaksować trochę.
-Skarbie?
-Tak?
-Idź się ubierz, mam dla ciebie niespodziankę-powiedziałem, posyłając jej wielki uśmiech.
-A jaką?-spytała, myśląc, że jej powiem.
-To niespodzianka- odpowiedziałem.
-Emmm...no dobrze-i ujrzałem Holly wbiegającą po schodach na górę. Droga miała być daleka, więc spakowałem jakieś przekąski na drogę. Następnie sam poszedłem coś włożyć na siebie. Po okołu 15 minutach Holly była w pełni gotowa i czekała na dole. Miała na sobię śliczną sukienke i do tego kozaki. Wyglądała idealnie.
-Pięknie wyglądasz-odparłem po czym złapałem wcześniej przygotowane rzeczy i ruszyliśmy w kierunku samochodu. Otworzyłem przednie drzwi po czym Holly usiadła na wyznaczone miejsce. Zrobiłem to samo przepinając się pasem. Włączyłem radio i ruszyliśmy na drogę. Widziałem, że Holly przejmowała się tą całą sytuacją. Nie umiałem jej pomóc.
-Ej, nie myśl o tym...-odparłam gładząc jej udo.
-Nie umiem Justin, nie potrafię-spuściła głowę w dół i bawiła się palcami u rąk.
-Teraz nikt nam nie przeszkodzi i chyba to się liczy dla nas.
-No...to prawda-westchnęła opierając głowę o szybe samochodu.
A ja dalej skupiałem cały swój wzrok na drodzę. Do wyznaczonego miejsa mieliśmy 150 km autostradą. Więc w godzinkę dojedziemy. Chciałem żeby się zrelaksowała i nie myślała o tym wszystkim. Za dużo stresu, za dużo kłopotów. Wykończy się dziewczyna.
__________________________________________________________________________________

Byliśmy już na miejscu. Holly usnęła jak zwykle podczas podróży. Lekko ją szturchnąłem. Pod wpływem mojego dotknięcia jej ciało drgnęło.
-Co...gdzie jesteśmy?-spytała wyciągając się.
-Chodź, zobaczysz-powiedziałem po czym otworzyłem jej drzwi by mogła wysiąść. Był wieczór i piękny zachód słońca. Upewniłem się, że samochód jest zamknięty i ruszyliśmy tam gdzie miał odbyc się nasz wspólny wieczór. Bez nikogo innego.
Weszliśmy na wzgórze, a naszym oczom ukazała się panorama na całe miasteczko przy zachodzi słońca.
-Jusstin...jak tu pięknie-odpowiedziała trzymając mnie za rękę.
-Chodź usiądziemy na kocu- po czym szybko wyjąłem puszysty kocyk i usiadłem na nim. Hollly usiadła obok mnie napawając się pięknym zachodem słońca.
-Rodzice zabierali mnie tutaj, gdy byłem mały...-odpowiedziałem po zym spuściłem głowę w dół.
-Justin nie możesz teraz o tym myśleć-odpowiedziała Holly gładząc mój policzek.
-To tylko wieczór dla nas bez żadnych złych wspomnień i myśli, będzie wszystko wporządku-zzapewniła mnie przybliżając swoją twarz do mojej. Szybkim ruchem wbiła sie w moje wargi po czym oddałem jej pocałunek. Czułem jak jej serce bije z przerażenia. Byłem teraz w siódmym niebie. Holly całowała jak zawodowiec. Oderwała się od moich ust. Po czym oblizałem usta napajając się ich smakiem.
-Holly k*rwa, gdzie ty się tego nauczyłaś?-spytałem.
-No wiesz...to ty...-odpowiedziała wahając się.
-Co ja?-spytałem bo do końca nie rozumiałem o co chodzi.
-Ty mnie tego nauczyłeś...
-Ja? Holly całowałaś się ze mną jako pierwszy raz?
-Tak...i nie śmiej się-odpowiedziała patrząc nie winne. Ale ja nie mgołem wybuchłem śmiechem to było w żartach oczywiście.
-To nie jest śmieszne, wiesz jaka jest sytuacja...
-No wiem Holly, żartowałem, chodź tutaj koło mnie.
Objąłem dziewczyne w objęciach po czym podziwialiśmy już mało co widzący zachód słońca. Gwiazdy pojawiały się na niebie. A szum z mista powoli zciszał się.
-Kocham cię-odparłem całując jej czoło.
-Ja ciebie też Justin, cieszę się, że cię poznałam.
-Nawet nie wiesz jak ja bardzo się cieszę, że mam cię przy boku. Jesteś pierwszą dziewczyną, której ufam od zakończenia kariery.
-Mhm...siedzieliśmy w ciszy napajając się pięknym widokiem. To miała być chwila relaksacji dla nas obojga. Czułem się wyluzowany i spokojny, bo ona była tutaj obok mnie. Teraz wiem, że nigdy bym jej nie oddał. Nawet jeśli miało by to się skończyć żle. Z rozmyśleń wyciągnął nas dźwięk telefonu Holly.
-Kto to o tej godzinie?
-Nie mam pojęcia...-Holly szukała telefonu i wkońcu znalazła. Była zdziwiona patrząc na nazwe kontaktu w telefonie.
-To Danny, cos się musiało stać.
Wstała przesuwając palcem po ekranie telefonu.
-Hallo?
-Holly? -zapytał znajomy głos, dziewczyna wzięła rozmowe na głośno mówiący bym mógł to usłyszeć.
-Danny coś się stało?
-Proszę przyjedź po mnie, zabierz mnie z tąd. Nie chce znać matki i ojczyma. Proszę...-usłyszałem płacz.
-Danny spokojnie powiedz co się stało.
-Siedziałem w domu, ojczym wrócił z jakąs laską i zagroził mi, że jak powiem coś mamie to mnie zabije. No i oczywiście poszli do sypialni, żeby się przelecieć i...i wróciła mama, ale ona była pijana i wogóle nie chce o tym mówić. Nie miała na sobie ubra...
-Co? Danny gdzie jesteś już jedziemy z Justinem!
-Jestem koło tej starej kawiarenki siedzę przy stoliku, tutaj mnie nie znajdą.
-Czekaj tam i wrazie co dzwoń.
-Dobrze-odpowiedział po czym się rozłąćzyła. 
-Szybko Justin, oni są popie*doleni.
-Zauważyłem- zabraliśmy wszystki i wskoczyliśmy w mgnieniu oka na swoje miejsca. Odpaliłem samochód i wyruszyłem w kierunku San Franciso.
-Będzie wszystko dobrze-wpierałem ją.
-Mam nadzieje Justin, mam nadzieje...

_________________________________________________________________________________
mamy kolejny rozdział, wiem że miał się pojawić wczoraj, ale
korzystam z resztek wakacji. Teraz powiem tak. Rozdziały będę dodawać
wtedy kiedy bd miała czas.
Ale raz w tygodniu na pewno się pojawi nowy.
Następny dodam najpóźniej do czwartku.
Dziękuję za taka liczbę wyświetleń i za te 5 komentarzy
pod poprzednim rozdziałem. To wiele dla mnie znaczy.

I co będzie dalej?

ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZANY
PRZEPRASZAM

wtorek, 27 sierpnia 2013

Love will remember #10

NOTKA POD ROZDZIAŁEM
Po skończonym prysznicu założyłam bluzkę z jakimś zwykłym nadrukiem i szorty, zarzucając na ramiona bluzę Justina. Chciałam zrobić wszystko by poczuć jego bliskość, im bardziej się rozczulałam nad sobą tym bardziej moja tęsknota do Justina rosła. Patrząc na widoki za oknem, moją uwagę przyciągnął świecący się ekran telefonu. 3 nieodebrane połączenia i jedna nagrana wiadomość głosowa.
Odtworzyłam ją:
"Hej, to ja. Dzwonię, żeby powiedzieć Ci,
że kocham Cię bardzo, bardzo mocno.
Chcę, żebyś wiedziała, że jesteś moją księżniczką.
Jesteś warta całej miłości na świecie.
Jesteś miłością mojego życia."

W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Siłą próbowałam je powstrzymać jednak w tym momencie wszystko jest silniejsze ode mnie. To był Justin. To jest dla mnie za trudne. Kocham go, bardzo go kocham i nie patrze na niego jak na sławnego nastolatka z grzywką, który miał miliony fanek na świecie. Widzę w nim normalnego faceta z poczuciem humoru i miłością, którą mnie darzy. Czuję się w jego ramionach bezpieczna. Nie doceniam siebie, nie mam w sobie żadnej wartości po tym co zrobili mi obcy faceci i...Nick. Pierwszy raz zakochałam się, a druga osoba mi to odwzajemnia. Nie mam zamiaru być dalej uczona przez matkę, mam wystarczająco dużo lat by się usamodzielnić. Muszę wkońcu im się postawić i powiedzieć co o tym myślę. Wstałam z łóżka, a którym lezałam i pokierowałam się po schodach na dół. Czułam jak robi mi się gorąco i brakuje mi tchu. Wzięłam parę głębokich wdechów. Mama była w kuchni. Zajęłam jedno z miejsc przy barku. 
-Musimy porozmawiać-westchnęłam.
-Chyba już nie mamy o czym-odpowiedziała z niechęcią i dalej powróciła do swojej czynności.
-Chyba ty nie masz, ale ja mam...-powiedziałam uderzając palcami w blat stołu.
-Słucham-powiedziała, jednak dalej zajmowała się swoimi czynnościami, tak jak by nie miała ochoty porozmawiać z własną córką.
-Dlaczego zabieracie mi wszystko co znaczy dla mnie coś więcej? Dlaczego zawsze musicie mi wszystko zjebać?-zmarszczyłam brwi, próbując powstrzymać łzy.
-Ten facet coś dla ciebie znaczy? Przecież ty go wogóle nie znasz! A no tak przecież musieliście dać pokaz przy nas-powiedziała z irytacją.
-Mamo-wzięłam głęboki wdech by emocje w moim organiźmie opadły- ty chyba nie wiesz co to znaczy zakochać się.
-Jeszcze mi powiedz, że nie jesteś dziewicą, to już śmiechu warte by było...
-A nawet jeśli bym ją nie była to powinnaś mnie wspierać- wstałam uderzając ręką w blat-jestem twoją córką. Jak ty możesz się nazywać matką? Powiedz mi jak? -nie mogłam powstrzymać płaczu, wydałam z siebie ogromny szloch.
-Nie jestem twoją koleżanką i pamiętaj, że do póki mieszkasz pod moim dachem przestrzegasz moich zasad...-dokończyła.
-Niedługo to się zakończy zapewniam cię.
-Mam dość, po co my wogóle po ciebie tam jechaliśmy. Po co?
-No właśnie powiedz mi po co? Byłabym teraz szczęśliwa, a tak to gnije tutaj z tobą i z tym palantem!krzyknęłam.
-Jeszcze słowo, ostrzegam cię jeszcze słowo-jej cierpliwość kończyła się. Prawda zabolała.
-To co? Zagrozisz mi, że nie będę już twoją córką?
- I w tym momencie wypie*dalasz z tego domu. Wynoś się do tego dupka. Jesteś szm*tą bo dajesz się tak traktować, zobaczysz przeleci cię i zostawi, ale już do nas nie wracaj.
-Wolę być jego szmatą niż twoją córką-powiedziałam chcąc już iść, mama złapała moją szczękę, ucisnęła ją tak mocno, że nie mogłam wydusić z siebie żadnego pisku. Poczułam mocne pieczenie na moich mokrych policzkach. Zostałam uderzona w twarz przez własną matkę. Szybkim odruchem złapałam się za niego.
-Co ty wyprawiasz?-usłyszłam głos Danne'go w oddali.
-Nic, chciałam ci powiedzieć, że straciłeś w tym momencie siostrę-odpowiedziała podpierając się ręką o blat.
-Ja dalej mam siostrę, chciałaś powiedzieć, że ty nie masz już córki- na tych słowach pokierowałam się szybko na górę. Rzuciłam się w stronę łóżka mocno zaciskając pościel w rękach. Dławiłam się czkawką od łkania, nie mogłam nic powiedzieć. Byłam w totalnej załamce. Szybko wstałam z miejsca i spakowałam potrzebne rzeczy. Część ubrań i tak została u Justina. Wszystko było powkładane w totalny nieład. Tak jak byłam ubrana tak wyszłam. Rozejrzałam się ostatni raz po pokoju. Wrócę po resztę rzeczy innym razem. Zarzuciłam torbę na ramię trzymając telefon w ręku. Nie spojrzałam się w stronę kuchni ani salonu. Poprostu wyszłam. Na ławce ujrzałam Danne'go, siedział z głową spuszczoną w dół. 
-Ej co jest?-przykucnęłam trymając się jego ręki.
-Nic, porostu odchodzisz-odpowiedział, widziałam, że nie może się z tym pogodzić.
-Danny, ja nie wytrzymam z nią dłużej, będziesz starszy to zrozumiesz-poklepałam go po plecach.
-Rozumiem cie dokładnie. Napewno ci będzie lepiej z Justinem-odpowiedział wstając, wkładając ręce do tylniej kieszeni. 
-Dziękuję, pamiętaj, że w każdej chwili możesz do mnie zadzwonić-odpowiedziałam, moco go przytulając, jak by to był ostatni raz kiedy się widzimy. Pomachałam ostatni raz i odeszłam. Rozmyślałam o tej całej sprawie. Mimo, że nie chciałam płakać, one stawiały opór i same spływały po moich policzkach. Nie rozumiem dlaczego ten świat jest taki. Dlaczego nigdy nie mogę być chociaż trochę szczęśliwa? Za każdym razem ocierałam łzy. Spojrzałam na tapętę na moim telefonie. Był na niej Justin, tak mój Justin. Cieszę się , że mam takiego kogoś jak on. Jest moją miłością i całym światem. bez niego życie nie miało by sensu. Błądziłam po ulicach San Francisco, sama o północy. Bałam się, ale nie miałam gdzie się podziać. Nie chciałam obudzić Justina. Idąc ujrzałam znajomy samochód. Zaparkował na pobliskim parkingu. Nie wirząc własnym oczom ujrzałam Justina. Tak to Justin.  Rzuciłam torbę i szybko biegłam w jego stronę. Objełam rękami jego szyję a on zakręcił mną wokół własnej osi. Automatycznie słona substancja ponownie spływała po moich oczach. Łzy szczęścia, tak to były one. 
-Jus-stin proszę pom-óż mi, ja już nie wy-trzy-muje-łakałam, trzymając się jego szyi, nie chciałam go już nigdy opuścić i nigdy tego nie zrobię.
-Co się stało?-zapytał łapiąc moję ręcę, były zimne, tak jak wszystko co się znajdowało we mnie.
-Holly ty marzniesz, chodź do auta-pokierował mnie szybko na miejsce pasażera
i sam zrobił dokładnie to samo. Włączył ogrzewanie ustalając idealną temperaturę w aucie.
-Wywaliła mnie z domu i...uderzyła-powiedziałam nieśmiale.
-Co?- widziałam zdnerwowanie w jego oczach, jego serce przyśpieszyło. Czułam jak biło z każdą sekundą głośniej.
-Musze to wyjaśnić...-odpowiedział odpalając samochód. Złapałam go za rękę.
-Proszę Justin nie rób nic złego.
-Nie martw się Holly- złapał mój policzek delikatnie masując go opuszkami palców. Wzdrygnęłam pod wpływem zderzenia się ciepła z zimnem. Przybliżył się do mnie, czułam jego ciepły oddechna swoich ustach. Mocno wbił mi się w moje wargi. Odwzajemniłam pocałunek, masując przy tym jego plecy. Otaczała nas chwila namiętności. Nieznzane uczucie cały czas gościło we mnie. Nie wiem co by się stało gdybym go straciła. Oderwał się od moich ust, muskając je ostatni raz. Położył ręce na kierownicy i kierował się w stronę domu.

Justin's
Byłem szczęśliwy, gdy ujrzałem Holly, teraz wiem, ze nikt mi jej nie odbierze. Musiałem przemówić jej matce do rozumu. Nie powinna tak traktować własnej córki. Stanąłem na poboczu. Złożyłem mocny pocałunek na jej ustach.
-Nie martw się, kocham cię-odpowiedziałem.
-Dobrze-odpowiedziała Holly siedząc w samochodzie.
Włożyłem ręce w kieszenie od spodni. Pokierowałem się do jej domu, dzwoniąc trzy razy dzwonkiem. W drzwiach ukazała się kobieta. Tak to z nią chciałem porozmwiać.
-Co ty tu robisz?-zapytała przerażona.
-Pamiętasz mnie? Chciałem tylko ostrzec cię. Jeżeli jeszcze raz kiedykolwiek uderzysz Holly to pożałujesz tego czynu.
-Ona już nie jest moją córką, nie chce jej znać, powiedz jej, że nie ma po co wracać.
-I nie wróci. Żegnam!- machnąłem ręką odchodząc w stronę samochodu. Otworzyłem drzwi i wygodnie usiadłem na miejscu kierowcy.
Zauważyłem, że holly płakała. Nie mogłem jej powstrzymać przed płaczem. Niech wypłacze się, napewno jej ulży. Złapałem jej rękę i pocałowałem każdą z jej kostek.
-Ej księżniczko, nie płacz. Już będzie dobrze zapewniam cię-powiedziałem skupiając caly swój wzrok na drodzę. Kiwnęła i oparła głowę o szybę. Teraz wiem, że będzie bezpieczna. Masowałem jej rękę nie przestawając, po czym Holly zapadła w głęboki sen. A ja próbowałem nie zasnąć, czeka nas długo droga powrotna.

_____________________________________________________
Więc tak kochani, dziękuję za te wyświetlenia, sprawia mi tą ogromną radość.
Ale jest mało komentarzy. Proszę komentujcie. CHCĘ ŻEBY
PRZY TYM BYŁO MIN. 10 KOMENTARZY, wtedy pojawi sie nowy rozdział.
Jeśli będą te komentarze to rozdizał pojawi się najszybciej w sobotę.
Nie chcę was zmuszać do komentowania, ale to mnie
motywuje do dalszego pisania :D
Dziękuję.


ROZDZIAŁ NIESPRAWDZANY.

sobota, 24 sierpnia 2013

Longing for love #9

W drzwiach stał wysoki mężczyzna, a obok niego nie wiele niższa kobieta. Jak się spodziewałem to jej rodzice.
-Holly? -wypowiedział imię, wyglądając przez drzwi. Skierował wzrok na mnie, a potem znowu na Holly, wchodząc mocno mnie odepchnął, tak, że uderzyłem kręgosłupem o drzwi. Miałem ochotę mu pr*yjebać, bo wchodzi do mojego domu jak do własnego.
-Co wy tu robicie?- Hols szybkim ruchem wstała, a jej źrenice się poszerzyły. Oparłem się o ścianę, zakładając ręce na klatkę piersiową. Na samym wejściu ukazali swoje prawdziwe oblicze, teraz się nie dziwie dlaczego chciała od nich uciec.
-Wracasz do domu, koniec tego wszystkiego młoda panno. Siedzisz w domu u jakiegoś obcego face...- przerwała- Przepraszam bardzo, nie mam zamiaru wysłuchiwać waszej gadki. Po drugie nie jest obcy tylko bardzo bliski-odpowiedziała marszcząc brwi.
-Nie tym tonem koleżanko, jestem twoim ojcem, szacunku trochę-odpowiedział jej ojciec.
-O nie, nie, nie. Mój ojciec leży w grobie- z oczu Hols wypływała słona substancja, spadająca powoli po policzkach. Te słowa mną wstrząsnęły. Nie ma ojca? Jej matka jest poddana temu gościowi. Woli jego niż córkę? Gratuluję.
-Ty nim nigdy nie będziesz-dokończyła, ocierając nos chusteczką. Nawet łzy nie wzruszyły jej matki. Kobieta musi mieć kamień zamiast serca.
-Pakuj rzeczy wracasz do domu, masz 17 lat, skończysz osiemnaście możesz wyjechać i nigdy nie wrócić-zasugerowała jej matka.
-17 lat powiadasz, za 2 tygodnie mam urodziny. Nawet zapomniałaś o mojej dacie urodzenia i ty się śmiesz nazywać moją matką? Śmieszna jesteś- Holly była twarda, przynajmniej taką udawała, ale widziałem, że w głębi serca ma ochotę ustąpić i pęknąć.
-Nigdzie nie wracam-dokończyła, a jej szloch się pogłębił. Moje serce waliło jak szalone. Myślałem, że w każdej sekundzie może wyskoczyć przedzierając się przez żebra.
Rodzice stali, Holly płakała siedząc podkulona na kanapie. Jej ojciec, nie, przepraszam, ojczym zwinął ręce w pięści. Widziałem, że jego cierpliwość się kończy, ale moja też.
-Dosyć, wyjdźcie stąd-krzyknąłem, stając dokładnie przed Holly, chciałem jej pomóc, wymiękała i tak wystarczająco była silna.
-Justin, proszę, nie wysilaj się-jęknęła- i tak będę musiała wrócić do domu- Spojrzałem na Holly spod oka, widziałem jej zaczerwienione oczka, a z nich wypływające łzy.
-Ona z tąd wyjdzie, czy tego chce czy nie-moją uwagę przykuł głos mężczyzny.
-Nie wyjdzie-odpowiedziałem, unosząc swój głos w złości.
-Justin-n- usłyszałem jej głos, wołający moję imię.
-Co skarbie? Nie płacz nie rób mi tego- otarłem jej łzy.
-Ja już tak nie mogę. Obiecuję ci, że za te 2 je*ane tygodnie odbiore dowód i przyjeżdzam do ciebie, rozumiesz?
-Kochanie, drzwi dla ciebie zawsze będą otwarte. Nie płacz-cmoknąłem ją w zaczerwieniony policzek.
-Do domu! Już!-poinformowała nas jej matka. Holly przewróciła oczami, na co się uśmiechnąłem. Lubię jak ignoruje wszystkich wokół, oprócz mnie.
-Chociaż dajcie mi się pożegnać-krzyknęła, wybuchając jeszcze gorszym płaczem.
-Będziemy czekać w samochodzie-odpowiedzieli, po czym pokierowali się do wyjścia.
Holly ostatni raz spojrzała na zamykające się drzwi, po czym szybko skierowała swoje piękne oczy na mnie. Raniło mnie to, że ona tak cierpi. Bardzo mnie to raniło. Jak by ktoś wyjął kwałek mojego serca. Mocno objęła mnie swoimi delikatnymi rękami. Zrobiłem to samo i delikatnie odgarnąłem jej włosy z twarzy.
-Księżniczko?
-Ta-ak-jęknęła łapiąc mój policzek.
-Wrócę do ciebie napewno. Kocham cię.
-Justin to aż 2 tygodnie...
-Skarbie, tylko 2 tygodnie. Będę dzwonić i będę przyjeżdzał do ciebie. Nie ważne co oni powiedzą, nie rozdzielą nas. Delikatnie ująłem jej zimny i mokry policzek. Otarłem łzy spływające z oczu. Przybliżyłem twarz, wbijając się w jej usta i już po chwili pogrążyliśmy się w namiętnym pocałunku. Holly błądziła dłońmi po moim torsie. Czułem jej przyśpieszone bicie serca, które idealnie komponowało się z moim. W tym momencie tworzyliśmy jedność. To była namiętna chwila. Odrywając się od Holly, ujrzałem ponowną łzę, która swobodnie spływała po jej policzku. Wiedziałem, że dokładnie za sekundę nasze drogi się rozłączą. Pierdolony świat.
-Chodź, muszę już iść- Holly złapała moją rękę kierując się do wyjścia. Było chłodno, otaczający nas deszcz dokładnie opisywał sytuację Holly. Jej rodzice siedzili w samochodzie. To ostatni raz kiedy widzę moją księżniczkę.

Holly's
Stałam w miejscu, moje nogi uginały się pode mną. Krople deszczu odbijały się od mojej skóry. Dreszcze przeszły przez moje ciało, przez co cicho jęknęłam. Zaczęłam pocierać rękami skórę w celu rozgrzania jej. Byłam w samych szortach i bluzce Justina. Zauważyłam, że Justin zdejmuję swoją bluzę i delikatnie kładzie  ją na moich ramionach.
-Proszę skarbie, będzie ci cieplej-odpowiedział przytulając mnie.
-Kocham cię-powiedziałam mu, muskając go w usta. Widziałam, że miał ochotę pęknąć, ale nie przy mnie. Nie chciał pokazać tego prawdziwego uczucia. Musnął moje usta, składając mokry pocałunek. Oblizałam usta, rozkoszując się smakiem jego ust. Wiedziałam, że w samochodzie, są rodzice, nie obchodziło mnie to. Niech wiedzą, że zabierają mi największe szczęście.
-Będę dzwonić-odpowiedziałam idąc powoli w stronę samochodu.
-Ja też, kocham cię- Justin stał w tej samej pozycji, ręce miał włożone w kieszenie od spodni. Jego włosy były całe mokre, ułożone w idealnym nieładzie. Otworzyłam drzwi i wsiadłam, nie wypowiadając z siebie żadnego słowa. Miałam ochotę wykrzyczeć im prosto w twarz to co myśle. Ale zatrzymam to dla siebie. Spojrzeli na mnie, oboje w tym samym czasie, ignorowałam ich. I tak będę robiła przez najbliższe 2 tygodnie. Cicho pojękiwałam pod nosem. Ból, cholerny ból. Teraz wiem co to znaczy miłość i zabranie jej. Wszystko co kochałam, zawsze mi zabierali, a w tym momencie zrobili najgorszą rzecz świata. Jedyna rzecz po Justinie to bluza i miłość, która na zawsze pozostanie w moim sercu. Ono bije tylko dla niego. Nie nawidze rodziców, nie nawidze tego jebanego życia. Ważne osoby w moim życiu to Danny i Justin. To koniec. Założyłam słuchawki na uszy. Włączyłam muzykę, która rozbrzmiewała w mojej głowie. Oglądając domy i drzewa za oknem, moje powieki powoli opadały, a ja uległam pogrążając się w sen.
______________________________________________________________________________
-Holly obudź się-ktoś poruszył mnie.
-Just-in jeszcze chwilę-odpowiedziałam, z nadzieją, że to tylko straszny sen. Ujrzałam w tle moją matkę, miała wzrok takiej jędzy, która cieszyła się, że zabrała córce to co najlepsze. To szara nudna rzeczywistość.
-Skończ z tym Justinem-wychrypiała. Zignorowałam to i wysiadłam z samochodu, szybko pobiegłam na górę. Wszystkie słowa, które do mnie kierowali jednym uchem wleciały, drugim wyleciały. Rodzice nie sprawiają dziecku przykrości, tylko chcą, żeby było szczęśliwe. Oni najwyraźniej nie chcą tego. Rzuciłam się na łóżko wypłakując moje wszystkie łzy. Wstając, poszłam do łazienki. Był tylko jeden sposób na uspokojenie siebie. Myślałam, że już to zakończyłam, jednak nie. Usiadłam na toalecie i odpakowałam żyletkę. Układając ją wygodnie w ręce przejechałam raz, dwa, cztery, dziesięć razy.Wbiłam ją mocniej i głębiej w skórę. Poczułam mocny ból i szczypanie. Krew spływała po moich rękach. A w jednym momencie łzy spłynęły po moich policzkach. Włożyłam rękę pod kran, odkręcając zimną wodę. Opłukałam wszystko z krwi i otarłam rękę ręcznikiem. Mam dość życia, najchętniej chciałabym zginąć, ale nie zrobie tego dla Justina. Teraz wiem, że dla niego mogę cierpieć. Czemu ta miłość jest tak cholernie bolesna? Dlaczego? Usłyszałam dźwięk dochodzący z pokoju. Był to mój telefon. Szybko rzuciłam się, przesuwając palcem po ekranie.
-Holly?-zapytał znajomy głos to Justin. Moje wargi drżały, a ja łkałam z płaczu nie mogąc wypowiedzieć ani jednego słowa.
-Skarbie, nie płacz, proszę nie rób mi tego-powiedział, a jego głos z każdym ułamkiem sekundy ulegał posłuszeństwu.
-Dobrze, al-e mam ich dosyć, nie nawidze ich. Jebany świat-wydarłam się. Wzięłam chusteczkę i delikatnie otarłam łzy, spływające po moich policzkach.
-Księżniczko nie płacz. Za 2 tygodnie będziesz ze mną. Tylko 2 tygodnie.
-Wiem, ale to jest gorsze, niż ci się wydaję-moje wargi drżały. Rozmowę telefoniczną przerwało pukanie do drzwi.
-Justin muszę kończyć, ktoś puka, zadzwonie później, kocham cię-powiedziałam
-Będę czekać, ja ciebie też- usłyszałam ostatnie słowa i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
-Co?-rzuciłam pierwsze słowo, nawet nie widząc kto puka. Drzwi się otworzyły, a w progu stanął Danny.
-Można?-zapytał
-Tak-powiedziałam obojętnie.
-Rodzice chcą z tobą porozmawiać-powiedział siadając koło mnie.
-Ja nie mam rodziców. Ty ich masz-powiedziałam z jadem w oczach, który mi mydlił cały świat.
-Holly ja nie rozumiem dlaczego jesteś na mnie zła, nigdy nie byłaś w stosunku do mnie miła-powiedział, bawiąc się rogiem pościeli.
-Naprawdę nie wiesz? Głównie to ty jesteś ich najlepszym dzieckiem. Zrobię coś źle, odrazu za to dostanę. Zrobię coś dobrze, nawet mnie nie pochwalą.Danny czuję się odrzucona. Rozumiesz? Mam ich dość-usiadłam na łóżku, trzymając telefon w ręce.
-Holly, może ty to tak widzisz, ale ja tego nie czuje. No dobrze pochwalą mnie od czasu do czasu. Ale ja tego nie chce, ja chcę miłości od nich. Nie chcę żebyś przeze mnie cierpiała-odpowiedział. Łapiąc moją rękę ujrzał moje rany, i delikatnie gładząc ją przjechał po niej opuszkami palców.
-Nie rób tego więcej-oznajmił.
-Dobrze-pokiwałam głową twierdzącą. Przytuliłam Dannego i czułam jego miłość do mnie.
-Holly cieszę się, że znalazłaś kogoś kogo kochasz. Oni kiedyś zrozumieją co źle zrobili. A może i nie? Mama się strasznie zmieniła od śmierci taty. A już tym bardziej gdy poznała jego-naszą rozmowę przerwała moja matka, która weszła do pokoju bez żadnego pukania.
-Musimy porozmawiać-rzuciła 2 pierwsze słowa.
-Nie-odpowiedziałam stanowczo i pokierowałam się do łazienki. Ominęłam ją, jak kałużę na środku drogi. Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic, pozwalając wodzie rozgrzać moje wnętrze ciała.

Justin's
Siedziałem bezczynnie na kanapie w salonie. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Dom bez Holly jet taki pusty. Czuję, że to już koniec. Mam zjebane życie i to strasznie. Czułem jak łzy gromadzą się w moich oczach, ale powstrzymywałem je. Bawiłem się palcami u rąk, próbowałem jakoś się uspokoić. Nic mi nie pomagało. Teraz bym leżał z Holly w salonie, przy dobrym filmie. Jednak nie, siedzę tu sam. Jedyna osoba, którą kocham została ode mnie zabrana. Jeszcze niedawno myślałem, że to kolejna naiwna fanka, która chce mi zniszczyć życie, ale to zwykła dziewczyna z wielkimi problemami i nieszczęściem w życiu. Przejechałem palcami po włosach. Byłem cholernie wkurwiony. Wszyscy niszczą moje szczęście. Dlaczego? Pytam się, dlaczego? Chodziłem po pokoju z kąta w kąt. Wyrzucałem z umysłu wszystkie złe wspomnienia. Nie mogę tak siedzieć. Muszę ujrzeć Holly. Bo inaczej umrę z miłości do niej. Chcę ujrzeć ją, poczuć zapach jej włosów, jej dotyk, jej usta i ten szczery uśmiech na twarzy. Bez dalszego myślenia złapałem kluczyki i telefon. Zamykając dom pokierowałem się w stronę samochodu. Z niezliczoną predkością wyjechałem na autostradę. Przyciskałem pedał gazu tak mocno jak się da. Wymijając przy tym wszystkie auta. Jedną ręką otworzyłem schowek auta szukając paczki papierosów. Wziąłem jednego w usta i odpaliłem go. Otworzyłem okno, czując lekki powiew wiatru uderzającego o moją skórę. Zaciągnąłem się i przez chwilę trzymałem dym w płucach wypuszczając go swobodnie z ust. Miałem tylko nadzieję, że z Holly będzie wszystko w porządku.

_________________________________________________________________________________
Holly ma ojczyma? Zabrali ją od Justina, ale co będzie dalej?
Tego dowiecie się w kolejnym rozdziale.

Przepraszam, że rozdział nie pojawił się wczoraj, ale remont pokoju dobiega końca,
a ja muszę teraz wszystko posprzątać.
No i za tydzień zaczyna się szkoła. 
Rozdziały będą pojawiać się 2 razy w tygodniu.
We wtorek będzie kolejny.

Proszę o komentarze,
dla ciebie to chwilka a dla mnie radość 
i motywacja do dalszego pisania :)





wtorek, 20 sierpnia 2013

End of happiness? #8

Poczułem dziwne uczucie w brzuchu, a moje serce biło jak szalone. Holly wypowiedziała te słowa leżąc na mojej klatce piersiowej. Znam ją zaledwie kilka dni. Ale nie pozwolił bym jej odejść tak poprostu. Może to dlatego, że od czasu zerwania z Monic nie miałem żadnej dziewczyny. Poprostu miałem trudności z okazywaniem uczuć drugiej osobie. Czułem to samo, co ona czuła do mnie.
-Holly...ja ciebie też.
Te słowa wiele dla mnie znaczą. Na mojej twarzy namalował się wielki uśmiech ukazując przy tym wszystkie moje zęby. Leżeliśmy oboje, sami, w jednym łóżku.  Tak, tylko to mi wystarczy by być szczęśliwym facetem na całej planecie. Moje powieki opadły, a ja zasnąłem w mgnieniu oka.

Holly's
Obudziłam się w sypialni razem z Justinem. Promienie słoneczne przedostawały się przez okna. Obracając głowę w stronę Justina ujrzałam jego twarz. Jeszcze spał był taki słodki.  Była godzina 11.53, a spać cały dzień nie możemy. Szturchnęłam lekko Justina wypowiadając przy tym jego imię:
-Justin! Wstawaj!
Ani drgnął. Ruszyłam go jeszcze raz,  jednak nie zareagował po żadnym moim szturchnięciu. Był tylko jeden sposób na obudzenie go.
Przysunęłam swoją twarz bliżej jego. Oblizałam swoje usta i złożyłam mokry pocałunek na jego ustach. Jego powieki lekko uniosły się w górę ukazując przy tym miodowe tęczówki.
-Mmm...tak to budzić możesz mnie codziennie-odpowiedział jeszcze z lekko zaspanym głosem.
-Tak, tak...wmawiaj sobie-uśmiechnęłam się w jego stronę. Justin podniósł swoją twarz w moim kierunku. Posłał mi ładny uśmiech po czym znalazł się bardzo blisko mnie. Nasze oddechy odbijały się od siebie, patrzyłam się w jego oczy były takie czekoladowe i pełne szczęścia. Chwilę przerwał nam telefon Justina.
-Cholera-mruknął pod nosem, wstając i odbierając telefon.
-Co?-krzyknął.  Zaśmiałam się.
-Aa Rayan nie poznałem cię.  Stary jak ja tęskniłem...
-No, jesteś z Nikol? Cieszę się, że razem jest wam dobrze...
-No przyjdę pewnie. Raczej przyjdziemy.
-Tak, oj pogadamy jak się spotkamy. Dzięki stary.
Na tym jego rozmowa telefoniczna się skoczyła. Stał w samych dresach z jedną ręką w kieszeni. Miał rozczochrane włosy, ale wyglądał bosko.
-Kto ty był? -zapytałam, leżąc swobodnie na łóżku.
-Rayan, to mój przyjaciel od dzieciństwa. Zawsze był wobec mnie szczery i zawsze mi pomagał. Zaprosił mnie...znaczy nas na obiad.
-Mmmhmm...-odpowiedziałam souszczając głowę w dół.
-Co jest? Nie chcesz iść?
-Nie to, że nie chcę, ale się boje. Co jeśli będzie tak jak z... no z  Nickiem?
Justin podszedł do mnie łapiąc mnie lekko za rękę obejmując mnie w tym samym momencie.  Delikatnie zaczął całować każdą z kostek.
-Nie myśl o nim. To skończony dupek. Już tu nie powróci. Obiecuję.
-Ehh no dobrze...
-Zresztą Rayana znam od dziecka, to po pierwsze, a po drugie on ma dziewczyne i będę przy tobie cały czas, więc nie masz się o co martwić-odpowiedział, pocieszając mnie.
-Ufam ci-odpowiedziałam wstając z łóżka i kierując się do łazienki.
-Zaraz wracam,  idę wziąść prysznic-powiedziałam puszczając oczko do szatyna, tym samym zamykając za sobą drzwi.
Zrzuciłam z siebie nie potrzebne ubrania i weszłam pod prysznic. Pozwoliłam ciepłej wodzie spływać po moim ciele. Kojące uczucie. O tak. Nałożyłam truskawkowy żel do mycia ciała.  Spłukałam wszystko ciepłą wodą ocierając ciało ręcznikiem. Odkluczyłam drzwi i wyszłam by wziąść czystą bieliznę.  Ujrzałam leżącego Justina, który leżał z laptopem na kolanach. Jego wzrok automatycznie skierował się na mnie.
-Whooo...
-Hehe-zaśmiałam się, wyjmując bieliznę, a następnie pokierowałam się szybkim krokiem do łazienki. 
Założyłam czyste ubrania, włosy zostawiłam swobodnie wilgotne i zabrałam się za makijaż. Gdy już byłam gotowa zeszłam na dół, gdzie Justin był w pełni gotowy do wyjścia.
-Już gotowa księżniczko?
-Tak, tak gotowa-rumieńce kolejny raz wkradły się na moje policzki. Stałam bez ruchu gdy poczułam ręce Justina na swoich policzkach.
-Nie chce cię stracić Holly-odpowiedział.
-Nie stracisz-powiedziałam to co uważałam za słuszne.  Oboje pokierowaliśmy się do auta. Justin otworzył mi drzwi po czym udał się na swoje miejsce. Przepięłam się pasem i wygodnie usiadłam. Szczerze? Bardzo sie bałam spotkania z przyjacielem Justina. Być może i naprawdę będzie tak jak mówił Justin? Może wkońcu będę miała jakiś znajomych. Justin jest dobrym przykładem, dzięki niemu nie chcę się ranić,  bo wtedy wiem, że zranie i jego. Od czasu gdy go spotkałam jestem szczęśliwa i mam ochotę żyć.  Droga minęła dość szybko. Jechaliśmy z parę minut.  Justin zaparkował samochód po czym wysiadł, a ja razem z nim. Złapał mnie w talii i oboje udaliśmy się do dużych, frontowych drzwi. Justin zastukał kołatką, a po chwili w drzwiach stanął młody chłopak o czarnych włosach. 
-No witajcie, wejdźcie-miło zaprosił nas do środka. Zdjęłam buty i w dali ujrzałam dziewczynę. Była również młoda i piękna. 
-No nareszcie, martwiliśmy się o was-powiedziała i podeszła do mnie przytulając mnie. To samo zrobiła z Justinem.
-Przepraszam, ale jest południe i kilka korków na drodze nas zatrzymało.
-Trafiliście na czas-odpowiedziała brunetka.
-Aa tak wogóle,  Holly to Rayan, mój najlepszy przyjaciel,  a to Nicol jego dziewczyna.
-Miło mi was poznać-powiedziałam nieśmiale. Miło mnie przyjęli.  Usiedliśmy  przy stole czekając na obiad.
-Aa więc...to twoja nowa przyjaciółka czy jak?-zapytał Rayan podjadając paprykę z salaterki.
-No my...-Justin spojrzał na mnie nie wiedząc co powiedzieć. Wahałam się, bo wkońcu nie wiedziałam czy jesteśmy razem czy nie. To było dziwne.
-...jesteśmy razem-o tak wypowiedziałam to z siebie, wkońcu.  Justin uśmiechnął się, widząc mnie po tych słowach.
-No tak jesteśmy razem-powtórzył jeszcze raz.
-No to znakomicie-powiedział Rayan.
W tym czasie weszła Nicol z obiadem. Wyglądał przepysznie i chyba też tak smakował. Odrazu zabraliśmy się do jedzenia. Po skończonym posiłku chłopaki poszli oglądać mecz.
-Pomogę ci-zaproponowałam Nicol pomoc. Jest taka zapracowana.
-Dziękuję,  bo oni najwidoczniej nam nie pomogą-skierowała rękę w stronę Rayana i Justina.

Justin's
-Stary jak ja cię dawno nie widziałem-powiedział Rayan i szybko chwycił pilot włączając telewizor.
-Ja też, nic się nie zmieniłeś
-No tak czasem bywa haha
-A gdzie dziewczyny?-zapytałem odwracając głowę w stronę stołu.
-A pewnie poszły do kuchni. Wiesz jak to kobiety...
-No wiem, wiem-westchnąłem i powróciłem do oglądania.
-Nie chwaliłeś się, że masz dziewczynę-powiedział spoglądając na mnie.
-No po co miałem się chwalić-odpowiedziałem byle co bo nie wiedziałem co powiedzieć.
-Cieszę się, że wkońcu znalazłeś dobrą dziewczynę.  Od czasu kiedy zerwałeś z Monic...-przerwałem.
-Rayan nie powracaj do niej. Ten temat dawno zakończony.
-Przepraszam nie chciałem.
-Nic się nie stało,  spokojnie. Poprostu Holly jest inna. Jest bardzo dobrą dziewczyną.  Wiele w życiu przeszła. Cieszę się, że ją mam przy boku. Dzięki niej mam ochotę żyć-odpowiedziałem na co Rayan kiwnął głową.  Powróciliśmy do oglądania. Czas szybko zleciał, była już 19. Czas wrócić do domu, chciałem pobyć trochę sam z Holly.
Wstałem i poszedłem do kuchni. Dziewczyny siedziały i popijały kawę.  Śmiały się i rozmawiały jak by znały się dobre pare lat.
-Wszystko wporządku? -zapytałem.
-Tak Justin, w porządku-Holly odpowiedziała śmiejąc się.  Ukazała przy tym wszystkie zęby.  Nie widziałem jeszcze takiego uśmiechu u Holly. Wspaniały widok.
-Holly wracamy powoli do domu, już troszkę późno.
-No szkoda-powiedziała.  Czuła zapał. Pierwszy raz rozmawia z jakąś dziewczyną. Z tego co wiem nie miała znajomych, a Nicol była odpowiednią kandydatką na jej przyjaciółkę.
-Trzymaj się Holly, masz mój numer i w każdej chwili możesz zadzwonić.
-Dobrze. Cieszę się, że Cię poznałam-Holly pożegnała się z Nicol, po czym ja z Rayanem.
-Trzymaj sie stary, do usłyszenia-powiedziałem i machnąłem ręką na pożegnanie.  Zamknąłem drzwi i pokierowaliśmy się z Holly do auta. Był to męczący dzień. 
-I jak się podobało? -spytałem,  nie spuszczając wzroku z drogi.
-Nigdy tak się świetnie nie czułam,  no oprócz w twoich ramionach Justin.
-Jesteś taka słodka.  Dziękuję-odpowiedziałem parkując samochód przed wjazdem do garażu. Wysiedliśmy z auta i szybko otworzyłem drzwi od domu w puszczając najpierw Holly.
-Nie ma to jak w domu-powiedziałem i zakluczyłem drzwi.
-Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej, Justin idę się przebrać.
-Dobrze ja też,  będę na dole, poszukam jakiegoś filmu. Holly kiwnęła głową twierdząco po czym zniknęła za ścianą. Zdjąłem bluzkę, by czuć się wygodnie założyłem swoje dresy. Od razu włączyłem jakiś film i czekałem na Holly. Po 2 minutach zeszła na dół w szortach i mojej bluzce. To takie urocze. Wyglądała jak by była w sukience.
-Ślicznie wyglądasz-powiedziałem posyłając jej  piękny uśmiech. Odchyliłem koc i tym samym zasugerowałem dziewczynie by przyszła tutaj. Usiadła wygodnie i oparła głowę o moje ramię.
Pocałowałem ją w czoło, obejmując rękami. Złapała moją rękę i bawiła sie palcami. Oglądaliśmy film podjadając chipsy. Usłyszałem dzwonek do drzwi.
-No jak zwykle...zawsze ktoś nam przeszkodzi-odpowiedziałem wstając z miejsca, podeszłem do drzwi otwierając je.
-Dzień dobry, to my rodzice Holly Wilson...
-Cholera...-usłyszałem głos Holly z daleka.

____________________________
Nareszcie kolejny rozdział. Rodzice Holly u Justina?  Czy zabiorą ją do domu, daleko od Justina? To będzie w nowym rozdziale. A więc tak mam teraz remont więc rozdział będzie w czwartek wieczorem, najpóźniej w piątek.  Dziękuję za tyle wyświetleń.  I PROSZĘ ZOSTAWCIE KOMENTARZ.

sobota, 17 sierpnia 2013

Dream #7

Justin's
-Nie ja nie wierzę.  Jak oni to mogli zrobić. Nie na widzę ich. Justin zatrzymaj się!-krzyknęła pod wpływem złości.
-Już chamuje!-zjechałem na pobocze. Holly wyjęła szybko, jak sądzę swój telefon.
Wzięła na głośno mówiący i wpatrywała się we mnie. Odpaliłem papierosa wsłuchując się w rozmowę.
,,-Halo? Jak mogliście? Własnej córce?!
-Skarbie to dla twojego dobra.
-Co? Haha ty jesteś śmieszna.  Przez ostatnie lata wogóle się mną nie intersowaliście. Nareszcie mam normalne życie, więc dajcie mi spokój. I lepiej odwołajcie te poszukiwania. W jej pięknych oczach pojawiły sie łzy, które powolnie spływały po zaróżowionych policzkach.
-Chcemy wiedzieć czy jesteś cała i zdrowa.
-Jestem! Nie słyszysz?
-Nie takim tonem do matki.
-Jeśli nie odwołacie poszukiwań pójde sama i powiem, że z własnej woli wyjechałam z domu, bo miałam was dosyć!
-Kochanie wróć do domu.
-Nie, jest mi tu dobrze z...poprostu jest mi tu dobrze.
-Z kim tam jesteś?
-Napewno z kimś lepszym od was. Może kiedyś was odwiedze, a jak do jutra nie odwołasz zeznań to zrobię to sama i nigdy więcej mnie nie ujrzycie. Żegnam was."
Holly rzuciła telefonem i oparła się o dach samochodu, pogłębiła swój płacz.
-Justin ja sobie nie poradze, mam ich dosyć...naprawdę mam ich dosyć.  Dlaczego to życie jest takie zjebane? Dlaczego? Ja się pytam.
-Choć,  nie płacz, nie lubię jak płaczesz-podeszła i mocno mnie ścisnęła swoimi małymi rączkami. Odgarnąłem włosy z jej twarzy i wytarłem łzy, które powolnie spadały w dół. Złożyłem ciepły pocałunek na jej czole.
-Oni mi tylko psują życie. Jak byłam w domu to im na każdym kroku przeszkadzałam-wytarła nos w chusteczkę -a jak mnie nie ma to nagle brakuje im mnie! To jest chore! Nie chce ich znać.
-Szyyy, nie mów tak, mimo, że tak postąpili to są dalej twoi rodzice.
Holly oderwała się ode mnie. Z nieba spadały krople deszczu uderzając o chodnil. Spojrzała w górę, a potem skierowała wzrok prosto w moje oczy.
-Rodzice? Rodzice najpierw by zadzwonili i zapytali czy jestem cała, a oni odrazu poszli na policje. Jedziemy do domu? Deszcz zaczyna padać-ostatni raz wytarła nos, kiwnąłem głową i szybko zająłem swoje miejsce. Dziewczyna wpatrywała się w widoki zza oknem. Deszcz uderzał w szybę coraz mocniej i mocniej. Jechaliśmy w niezręcznej ciszy. Słyszałem jak Holly cicho popłakiwała pod nosem. Raniło mnie to i to bardzo. Niedługo po tym dojechaliśmy do domu. Wyszła z auta trzaskając drzwiami. Przekręciłem klucz i otworzyłem drzwi wejściowe.
-Holly?-spytałem, nie mogłem znieść jej cierpienia.
-Yhym?
-Wszystko w porządku?
-Tak, w porządku.
Zamknąłem drzwi i oboje skierowaliśmy się na kanape. Za oknem nadal padał deszcz. To dobry wieczór na spędzenie go w domu z dobrym filmem i piękna dziewczyną u boku. Usiadłem na łóżku, a obok mnie Holly. Wziąłem koc by przykryć nas oboje. Deszczowy wieczór nie należał do tych najcieplejszych.
-Justin dlaczego nie chcesz wrócić do swojej kariery?
-Nie mogę, boję się tego wszystkiego. To jest zbyt trudne dla mnie. Paparazzi nie dadzą mi spokoju. 
-Próbowałeś z nią rozmawiać? -spytała kierując swoje lśniące oczy prosto na mnie.
-Z kim?-zapytałem nie wiedząc bardzo o kogo jej chodzi.
-No z ...Monic-dokończyła.
-Tak, ale nie dała mi dojść do słowa.
-Justin, obiecuję ci, że któregoś dnia zobaczysz małego. Nie przejmuj sie nią.  Wygląda na to, że nie zasługiwała na ciebie...
-Holly ja ją kochałem,  naprawdę. A ona tak poprostu odeszła,  raniąc mnie bardzo mocno.
-Rozumiem Cię Justin, rozumiem. Holly spuściła głowę w dół, a jej włosy opadły na chude ramiona.
Delikatnie złapałem jej podbródek. -Ej nie przejmuj sie mną.
-Nie mogę patrzeć jak cierpisz.
Ujęła swoimi rekami moj policzek, nasze oddechy sie spotkały, a ona szybkim i namiętnym ruchem pocałowała mnie w usta. Pogłębiłem pocałunek. Nie chciałem,  by ta chwila się skończyła. Oblizałem wargi napajając się smakiem jej ust.
-Mhmmm jesteś taka słodka.
-Ahh przestań-walnęła mnie w ramię i złapała moja rękę obejmując swoją.
Ta dziewczyna naprawdę coś do mnie czuje, ale jest strasznie powolna w okazywaniu uczuć, może to wszystko przez jej kłopoty? Puszczając rękę Holly podeszłem do szafki i wyjąłem dresy. Na oczach dziewczyny zdjąłem spodnie. Wpatrywala sie na mnie nie souszczając wzroku. Na jej policzkach wymalowały się różowe rumieńce. Zdjąłem bluzkę i włożyłem dresy by czuć się wygodnie w objęciach Holly.
-Awww skarbie uwielbiam twoje rumieńce-powiedziałem siadając obok niej.
-Nie mów tak, zawstydzasz mnie.
Oglądaliśmy razem jakąś komedię romantyczną. Wieczór szybko zleciał, nim się obejrzałem była już godzina 8 wieczorem. Razem wtuleni, przy fajnym filmie, o tak, mogłoby być tak codziennie.
Widziałem jak Holly zasypiała w moich objęciach.  Była taka piękna. Jej klatka piersiowa delikatnie unosiła się w gorre i w dół,  w powolnym rytmie.  Ująłem jej ciało w obydiwe ręce i powoli skierowałem się na górę. Starałem iść delkatnie i cicho by jej nie z budzić.

Holly's
Poczułam jak ktoś niósł mnie na rękach.
-Justin?-otworzyłam lekko śpiące powieki.
-Śpij skarbie, zaniosę cię na górę-odpowiedział Justin,  w naturalnym świetle księżyca błyszczały jego miodowe tęczówki.
-Al-le dzisiaj śpisz ze mną. Nie chcę być sama.
-Nie. Ja mam miejsce na kanapie-odpowiedział kładąc mnie na łóżko.
-W takim razie śpimy dzisiaj oboje na kanpie- odpowiedziałam łapiąc go za rękę i wciągając do łóżka.
-Jesteś taka uparta-odpowiedział i w końcu sie poddał. Polożył swoje ciało na łóżku.
-Muszę sie przebrać,  ale mi sie nie chce.
-Możesz spać w samej bieliźnie,  mówiłem ci już kiedyś, że jesteś seksowna haha-Justin ukazał swoje wszystkie diamentowe zęby w radosnym uśmiechu.
-Weś mnie nie zawstydzaj- powiedziałam-Zdjęłam ubrania rzucając je w kąt i założyłam bluzkę Justina. Byla na mnie za duża i wyglądała jak sukienka. Wśliznęłam się pod kołdrę.  Czułam jego ciepło i bliskość jego ciała.  Przekręciłam się w bok i poczułam jak ręką Justina obejmuje mnie w talii.  Dreszcze przeszły  przez całe moje ciało,  od stóp po głowę. Był tak blisko mnie. Czułam się naprawdę bezpiecznie. Złapałam jego rękę masując jego kostki. Moje powieki powoli opadły,  a ja zapadłam w sen.

,,Obudziłam się w jakiejś ciemnej ruinie. Było strasznie zimno i ciemno. Wstając z podłogi podeszłam do małego okienka umieszczonego na ścianie tego pokoju. Wyglądając przez okno ujrzałam tylko las. A jedyne światło jakie było to księżyc. Koszmar się zaczął.  Chciałam,  żeby ten koszmar szybko się skończył.  Miałam dość kłopotów i cierpień na kazdym kroku. Skierowałam się do drzwi i szybko zbiegłam po schodach, potykając się o własne nogi. Trzęsłam się jak galareta. Mój strach wzrastał za każdym razem. Stojąc przed drzwiami wejściowymi, szarpnęłam za klamkę i znalazłam się przed wejściem. Szłam przez ścieżkę. I usłyszałam jakieś kroki podąrzające za mna. Przyśpieszyłam. Zaczęłam w końcu biec, aż nagle potchnęłam się o korzeń. Mocno uderzyłam kolanem o ziemie. Za każdym razem gdy próbowałam się podnieść moje nogi i ręce odmawiały posłuszeństwa. Przed moją twarzą stanął ciemny brunet o niebieskich oczach.  Wpatrywał się na mnie stojąc dokładnie obok mnie
-Gdzie się wybierasz kochanie? Ucieczka się nie udała?  Jaka szkoda...
-Zostaw mnie- zaczęłam krzyczeć i nie przestałam dopóki nie zostałam uderzona w policzek.
-Zamknij się,  czas zabawy dopiero się zaczął. Poczułam mocne pieczenie. Do moich oczy napłynęły łzy.
- I tak cię nikt nie uratuje-odpowiedział po czym chwycił mnie za włosy zmuszając jednocześnie do tego, abym wstała.  Zabrał mnie spowrotem do tego budynku, i zaprowadził do sali gdzie stało jedno krzesło na środku. Mocno popchnął mnie na siedzenie. Upadłam na siedzenie uderzając kręgosłupem o oparcie .
-Masz jakieś ostatnie słowa? Piękna?
Siedziałam bezbronnie na krześle wiedząc, że to już koniec.  Z tylnej kieszeni wyjął nóż, a jego końcem zaczął jeździć nim od początku do końca mojej ręki. Zalałam się łzami.  Moje serce biło tak mocno, że tylko jego głos było słychać w tym pomieszczeniu.
-Więc twoje życie się tu kończy...piękna."

Obudziłam się cała mokra. Nie wiedziałam co się dzieje.  Zaczęłam płakać z przerażenia.
-Holly wszystko w porządku?-zapytał Justin przez zamknięte oczy. Ujrzałam go obok siebie i szybko przytuliłam się do niego.
-Nie, miałam straszny sen Justin nie zostawiaj mnie samej. Proszę-zaczęłam cicho jęczeć. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, wtulając się do niego . Zaczął delikatnie masować moje włosy, pocałował mnie w czoło obejmując swoimi ramionami.
-Spokojnie, nigdy cię nie zostawie-odpowiedział. Moje serce biło jak szalone. Ten sen był taki realistyczny, a co jeśli on był prawdziwy. Boję sie. Z dnia na dzień boje sie bardziej. Lecz gdy Justin jest przy mnie czuję się tak bezpiecznie. On jest na prawdę kochany. Boję się mu  powiedzieć co tak naprawdę czuję.  Holly weź si się w garść i będziesz miała to za sobą. A co bedzie jeśli mnie odrzuci? Jak ja sobie wtedy poradzę?
-Justin?
-Tak?
-Cieszę się, że tutaj jesteś, przy mnie.
-Ja się cieszę,  że Cię poznałem, jesteś mi taka bliska.
-Ale nie to chciałam ci powiedzieć.
-Tylko?-zapytał.
Przęłknełam głośno ślinę, kierując wzrok prosto w czekoladowe tęczówki Justina, a następnie spowrotem położyłam swoją głowę na jego torsie.
-Kocham cię Justin.

___________________________
Jeju Holly w końcu to powiedziała.  Ciekawe jak zareaguje Justin. Dziękuję za 500 wyświetleń to bardzo dużo dla mnie znaczy. Chcę teraz powiedzieć że mam remont w pokoju i nie za dużo czasu ale staram sie pisać rozdziały.  Kolejny pojawi się w poniedziałek a najpóźniej we wtorek. Dziękuję.

środa, 14 sierpnia 2013

Child #6

Obudziłam się z wielkim bólem głowy.  Wczorajszy wieczór urwał mi sie od godziny 20.00. Za dużo wypiłam. Byłam znowu w sypialni.  Dlaczego on to robi. To jego dom, więc to on powinien spać w swoim łóżku. Wstałam z łóżka,  ledwo co mogłam ustać.  Strasznie kręciło mi się w głowie. Podpierając się ściany powoli zeszłam na dół. Justin jeszcze spał.  Była 10.30, więc się nie dziwię. Podeszłam i usiadłam na wolnym miejscu. Bacznie sie przyglądałam jak Justin spał,  był taki słodki. O nie, nie co ja gadam. To jest silniejsze ode mnie. Szybko przerzuciłam wzrok na okno, ponieważ Justin wybudzał się ze snu.
-No witaj królewno-powiedział,  przecierając oczy.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Nie za dobrze,  nic nie pamiętam.
-Może i dobrze, że nic nie pamiętasz haha-usiadł i zaczął się śmiać.
-O co ci chodzi?  Czy coś zrobiłam głupiego? -byłam przerażona,  ośmieszyłam się na oczach Justina.
-No mniej więcej chodziłaś do ludzi i szukałaś, swojego chłopaka...-zaczął się śmiać.
-Co?-zapytałam.
-No, a najlepsze było to, że tym chłopakiem byłem ja- jak usłyszałam te słowa zakryłam twarz rękami.  Na policzki wkradły się rumieńce.
-Jezuu...co ja robiłam.
-A najlepsze jest to, że chciałaś sie pie*rzyć.
-Jejku przepraszam Cię, ja nie wiedziałam...
Podszedł do mnie łapiąc mnie za rękę. 
-Nic się nie stało...wczorajszy wieczór był idealny, dziękuję.
-Haha, nie dziękuj. 
Złapałam jego delikatny policzek ujmując go w ręce.  Był taki gładki w dotyku. Justin złapał mnie za szyję i znajdował sie bardzo blisko mnie. Czułam jego oddech na swojej skórze. Wiedziałam co chce zrobić,  wahałam się,  ale chwilę później  oderwałam się od niego.
-Przepraszam, ale nie mogę-usiadłam na kanapie i zaczęłam cicho szlochać. Wspomniania wróciły,  gwałt i nie szczęścia w rodzinie, klotnie, brak przyjaciół,  nie chciałam o tym myśleć.
-Coś się stało? -zapytał gładząc mnie po plecach.
-Poprostu, wtedy nie powiedziałam ci wszystkiego.
-Jak wszystkiego?  -zapytał.
-W drodze do Stratford moja taksówka została zaatakowana przez jakiś facetów.  Zabili kierowce po czym wkradli się do auta. Chciałam się ratować i wyskoczyłam z jadącego samochodu. Bardzo mocno uderzyłam o asfalt, który spowodował u mnie zaniki pamięci. Te debile...-podciągnęłam nosem.
-Oni przyłożyli mi jakąś chustke do ust...i..obudziłam się w lesie. Wszystko mnie bolało,  ty wiesz co oni mi zrobili? -wpadłam w furię. Zaczęłam krzyczeć.

Justin's
Wstałem i podszedłem do Holly. Była roztrzepana tą całą sytuacją. 
-Spokojnie- powiedziałem.
-Nie będę spokojna moje życie to jedno wielkie bagno-wypowiadała te słowa uderzając mnie w ramię.  Złapałem jej obydwie ręce.  I próbowałem uspokoić. Jak bym dorwał tych skur*ielów to by nie żyli. Holly stała szlochając. Po dwóch minutach uspokoiła się.  Przytuliłem i pocieszałem.
-Będzie dobrze, napewno będzie dobrze-otarłem jej łzy.
-Ss-kąd wiesz, że będzie? -zapytała.
-Musi być-masowałem delikatnie jej ręce. Od góry do dołu.  Ujrzałem na nadgarstkach nacięcia.
-Jeszcze to robisz?-spytałem z ciekawości.
Pokręciła głową przecząco. Wziąłem delikatnie nadgarstek w rękę i zacząłem muskać.
-Proszę więcej tego nie rób.
-Dobrze- odpowiedziała.
Staliśmy dosyć długo w tej pozycji.
W końcu postanowiłem przerwać tą ciszę.
-Dlaczego taka jesteś?
-Jaka?-spytała, spoglądając na mnie z załzawionymi oczami.
-Udajesz twardą i silną, a tak naprawdę wszystko rozpie*dala cię od środka-powiedziałem, nadal trzymając jej ręce.  Holly przełamała lód i wtuliła się w moją klatkę piersiową. Dawała mi tyle szczęścia i radości.  Całe moje serce jest tylko nią opętane.
-Boli mnie głowa-wydukała przez swoje różowe usta.
-Choć dam ci tabletkę, później pojedziemy do restauracji coś zjeść-pokierowałem się do kuchni by wziąść tabletkę i szklankę wody.
-Dziękuję-odpowiedziała po czym łyknęła popijając wodą.
-Nie chce nic mówić,  ale ty dalej jesteś w sukience-uśmiechnąłem się.
-O jezu, no tak przecież nie byłam w stanie się przebrać. Pójdę zmienić ubrania-odpowiedziała i w ciągu ułamki sekundy wbiegła po schodach.  Postanowiłem ogarnąć trochę salon i sam poszedłem się ubrać.

Holly's.
Założyłam czyste ubrania. Zmyłam wczorajszy makijaż i oczyściłam twarz. Ja chyba naprawdę już umiem wyrażać uczucia i czuje to ciepło, które Justin mi je przekazuje.  Nie wiem czy on coś do mnie czuje.  Po tym wszystkim chyba nie umiała bym żyć w stałym związku.  Justin jest pierwszym chłopakiem z którym rozmawiam tak długo, w ogóle to pierwszym człowiekiem po za Danny'm. Muszę poszukać jakąś pracę zarobić pieniądze i wyprowadzić się od Justina.  Mało o nim wiem, nie traktuję go jako gwiazdę którą był przez kilka lat. Słuchałam jego piosenek jak byłam młodsza. Teraz to przeszłość. Ubrałam buty i zeszłam na dół.  Justin zaciągał się smakiem dymu papierosowego.
-Ty palisz?
-Nie, czasami-odpowiedział gasząc go. Wyszliśmy z domu i szybko znalazłam się na miejscu pasażera. Przepiełam się pasem czekając, aż Justin zajmie swoje miejsce. Usiadł i szybko odpalił samochód ruszając na autostradę. Dojechaliśmy na miejsce w ciągu 5 minut, restauracja o nazwie ,, Sfinks" nie przypominała mi zwykłej restauracji. Justin otworzył mi drzwi i oboje weszliśmy do środka.
-Poproszę stolik dla dwojga-powiedział do starszego pana w czarnym garniturze.
-Dobrze proszę za mną.
Justin bacznie komuś się przyglądał.  widocznie był zdenerwowany gdyż jego szyi ukazały sie żyły.
Złapałam go za rękę.
-Wszystko w porządku?  -zmarszczyłam brwi.
-Tak, tak w porządku.
I tak wiedziałam, że coś było nie tak.
-Oto stolik dla państwa.
Usiadłam na krześle, a na przeciwko mnie Justin. Był zaniepokojony.
Przyszła kelnerka, Justin nie pokazał żadnego uśmiechu na twarzy. Być może ją znał.
-Coś podać? -zapytała,  blondynka wyłącznie obserwała jego. Kopnęłam Justina pod stolikiem by jakoś zareagował. -Ałć...tak poproszę 2 porcję spaghetti.
-Dobrze, coś do picia? -jej ton wzrósł.
-Ja poproszę Colę, a ty?-skierował pytanie do mnie.
-Yy...wodę niegazowaną.
Kelnerka odeszła,  a Justin ciężko westchnął. Nie chciałam nic mówić by nie pogorszyć atmosfery, która otaczała nas wokół.
-Oto pańskie zamówienia.
-Dziękuję-odpowiedziałam.
Zabrałam się do jedzenia, byłam strasznie głodna.  Nie zjadłam śniadania. Zwykle nie mam takiego wielkiego apetytu, ale to chyba przez wczorajszą imprezę.
Byliśmy w połowie dania, gdy kelnerka ponownie podeszła.
-Już masz nową laske?-zapytała. Myslałam, że zaraz się udławie tym jedzeniem, gdy usłyszałam słowa wychodzące z jej ust.
-Odczep się-odpowiedział Justin ze złością.
-Yyy...przepraszam-wtrąciłam się, wstawając z krzesła-chyba mi się zdaje, że jesteś w pracy, więc ...
-Holly usiąć, ona nie jest tego wart-Justin zaczął mnie uspokajać.  Mam problemy z opanowaniem agresji. 
-Wiesz,  jest mi bardzo żal tej dziewczyny,  zrobisz jej dziecko i zostawisz ją tak jak mnie.
-Dosyć, nie będziesz psuła mi życia su*o! Nie tym razem! Wszystko mi zniszczyłaś! Wychodzimy!-Justin rzucił na stolik pieniądze i pociągnął mnie w kierunku wyjścia. Wszyscy patrzyli na nas, czułam się nie swojo. ,,...Zrobisz jej dziecko i zostawisz ją tak jak mnie" te słowa krążyły cały czas po moim umyśle.  Kto to był i dlaczego to powiedziała.  Justin wyszedł.  Popchnął mnie na miejsce i sam szybko usiadł.  Jechaliśmy z niezliczoną prędkością.  Bałam się, był pod wpływem złości.  Mógł zrobić wszystko. Zamanewrował kierownicą skręcając w lewo, w stronę lasu. Zatrzymał samochód i wysiadł. Zaczął kopać i walić wszystkie drzewa z całej siły.
-Sz*ata zrujnowała mi życie.  Prześladuje mnie caly czas, zabiję ją! - Justin krzyczał te słowa pod nosem, uderzając mocno w drzewa powodując rany na kostkach. Krew spływała po jego skórze. Mocno się zranił przez jakąś dzi*ke z restauracji. Dlaczego on to robi? Podeszłam do niego od tyłu wtulając się w plecy. Złapał moje ręce i gładził je bardzo delikatnie.
-Justin, proszę nie rób tego-powiedziałam,  by go uspokoić. Odwrócił się przodem do mnie. Ujrzałam jego rany. Delikatnie opuszkami palców przejechałam po nich. Wyciągnęłam z torebki chusteczki i bandarz. Na wszelki wypadek zawsze nosze je ze sobą. Delikatnie zaczęłam ocierać spływającą ciecz.
-Nie musisz tego robić Holly-powiedział ze smutkiem w oczach. Wiedziałam, że powstrzymywał płacz. 
-Muszę,  ty też mi po mogłeś i to bardzo.
Zabandażowałam rany i pocałowałam je. Stanęłam blisko jego wpatrując się w jego miodowe oczy.
-Kto to był? - spytałam.
-Przez nią musiałem zakończyć karierę.
-Tak mi przy...
-To była moja prawdziwa miłość,  była jedną z moich fanek, na imię jej Monic.Zakochałem sie w niej co było wielkim błędem. Byłem z nią prawie 2 lata. W wieku 17 lat zrobiliśmy to. Byłem młody i głupi.  Gdybym wiedział jaka ona naprawdę jest nigdy bym się z nią nie związał.  Później cały czas kłóciliśmy, zakończyliśmy związek. Przed wydaniem mojego drugiego albumu przyszła i oznajmiła, że...jest w ciąży.  Na początku myślałem, że to żart. Zrobiłem test na ojcostwo i okazało się, że to ja nim jestem. Gdy była w 6 miesiącu ciąży powiedziała, że nigdy w życiu nie ujrze dziecka i o wszystkim powiedziała moim rodzicom. Zacząłem się z nią kłócić, zakończyłem karierę bo zaszantarzowała mnie, że powie wszystko prasie jak tego nie zrobie. Rodzice powiedzieli, że nie chcą mnie znać.  Od tamtej pory nie widziałem małego, ani rodziców.  Wiem tylko, że to chłopiec i nazywa się John. Rodzice nawet nie zadzwonili ani razu. Wyprowadziłem się do Stratford, zmieniłem wygląd. Pieniądze  z zarobionych koncertów wystarczą mi na całe życie. Nie chciałem się już nigdy więcej zakochać.  Pieniądze dalej zarabiam przez wyświetlanie piosenek na You Tubie i ze sprzedawanych albumów.  Nie muszę sie martwić o koszty. Dlatego mam problemy z wyrażaniem uczuć. Dopóki nie pojawiłaś się ty. Sprawiasz, że chce mi się żyć.  Nie chcę abyś odeszła proszę zostań-na tym zakończył,  uronił jedną łzę.
-Nigdy bym tak nie postąpiła. Któregoś dnia pomogę ci w odnalezieniu syna, niech wie jakiego ma dobrego tatę-powiedziałam przytulając się do Justina.
-Bałem się, że gdy dowiesz się o tym nie będziesz chciała mnie znać jak wszyscy.
-Ja nie jestem wszyscy...-odpowiedziałam, przysuwając jego twarz bliżej swojej. Nasze oddechy się napotkały. Justin złapał mój policzek, i szybko złączył nasze usta. Prosił o dostęp do nich swoim językiem i zaczęła się walka.Natychmiatowo oddałam mu pocałunek. Była to chwila nie do zapomnienia. Uśmiechnęłam się, wtulając twarz w klatke piersiową.
-Jesteś taka cudowna-powiedział-wracajmy już do domu. Pokierowaliśmy się do auta. Justin włączył radio i powoli wróciliśmy na autostradę kierując się do domu. Złączył nasze ręce ze sobą, a drugą kierował samochód, nie souszczając wzroku z drogi. W radiu leciały wiadomości z całego świata.
,, Chcemy poinformować państwa o zaginięciu siedemnastoletniej dziewczyny. Nazywa się Holly Wilson. Jest średniego wzrostu. Długie włosy. Jeśli ktoś ją widział proszę o kontakt, ponieważ rodzice zaginionej bardzo się martwią.  A teraz zapraszamy do słu..."
-O ku*wa!

__________________________________
No to się narobiło.  Już wiecie kim jest Monic.  Dlaczego rodzice Holly podali swoją córkę do osób zaginionych?  Justin nareszcie coś czuję do naszej bohaterki, a ona odwzajemnia mu uczucia. Przepraszam od razu za błędy pisałam rozdział z telefonu ponieważ nie ma mnie teraz w domu.
Dziękuję za każdy miły komentarz. Nowy rozdział w sobote ;)

A to jest roczny John ;)

U smile, a smile #5

Obudziłam się na kanapie w salonie. Justin nadal spał na przeciwko mnie. Wczorajszy wieczór był idealny. Czuje, że Justin jest dobrym chłopakiem.  Chce mi pomóc na każdym kroku. Mimo, że nasza znajomość trwa 3 dni. To jest chyba zauroczenie. Przejdzie mi. Pierwszy raz czuje coś takiego, nigdy nie doznałam tego uczucia. Przetarłam oczy i poprawilam włosy.  Wzięłam koc i przykryłam nim Justina. Zebrałam naczynia po wczorajszej pizzy tak by go nie obudzić. Włożyłam je do zmywarki i nastawilam ją.  Chciałam się od płacić mu za kolacje, więc zrobię śniadanie. Hmm naleśniki z owocami i syropem klonowym. Tak to będzie świetny pomysł. Wyjełam z górnej szafki składniki i pokroiłam owoce, zabrałam sie za smarzenie. Usłyszałam kroki stąpające po podłodze.  Ujrzałam Justina. Miał rozczochrane włosy. Podrapał sie w tył karku.
-Hej-przywitałam sie gotując dalej.
-Czy ja czuje zapach naleśników, czy sie mylę? -zapytał.
-Nie, nie myslisz sie-posłałam mu zadawalający uśmiech.
Nałożyłam naleśniki na talerz, przyozdabiając je owocami i syropem klonowym.
Postawiłam talerze na stole.
-No to smacznego-powiedziałam.
Patrzyłam jak Justin delektował się smakiem naleśników.
-One...są. ..poprostu boskie-brał kawałek po kawałku.
Gdy skończyliśmy wstwiłam kolejne naczynia do zmywarki. Usiadłam na sofie i włączyłam MTV.  Leciała piosenka Miley Cyrus ,, We can't stop". Uwielbiam ją.  Justin usiadł obok.
-Więcc...-zaczął.
-Więc co?-byłam ciekawa do czego dążył.
-Znajomi robią imprezę,  niedaleko nas, więc pomyślałem,  że pojdziesz razem ze mną-powiedział dumnie.
-Nie, to zły pomysł,  a nawet nie mam sukienki.
-Zbieraj się-powiedział
-Ale gdzie?
-Zabiorę cię na zakupy, no już. Idź sie ubierz będę czekał na dole.
Patrzylam na niego z nie dowierzaniem, nie wiedziałam czy on sobie żartuje czy mówi prawdę.
-Dobrze już idę - powiedziałam, puszczając mu oczko.  Szybko udałam sie na górę,  nałożyłam lekki makijaż, rozczesałam włosy i wyjęłam pierwsze lepsze ubrania z torby. W ciągu 10 minut byłam gotowa. Justin miał na sobie czarne spodnie, białą bluzkę z wycietym V i brązową skórzaną kurtkę.
-Jestem got...
-Wooow, wygladasz przepięknie
Zarumienilam sie znowu. Czy on to musi robić? 
-Dziękuję ty też jesteś przystojny.-powiedziałam otwierając drzwi.
Samochód Justina juz stał przed domem. Był wypasiony w kosmos. W sumie jest bogaty, więc się nie dziwię.  Usiadłam na miejscu pasażera,  Justin przeszedł naokoło samochodu i szybko wśliznął się na miejsce kierowcy. Odpalił samochód i szybko ruszyliśmy.  Całą drogę spędziliśmy w ciszy podziwiałam widoki zza okna. Naprawdę tu jest prześlicznie.  Nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Ku moim oczom ukazała sie wielka galeria handlowa. Justin zaprkował samochód i weszliśmy do środka. Weszliśmy do sklepu o nazwie ,, Beauty and beat". Wokół było mnóstwo sukienek. Wzięłam kilka z nich i poszłam do przebieralni. Justin usiadł na kanapie stojącej przed przebieralnialą. 
Przymierzyłam z 10 sukienek, ale tylko jedna mi przypadła do gustu. Wyszłam przed przebieralnie by pokazać się Justinowi.
-Może być?
Justinowi opadła szczęka.
-Co? Jest zła?-zapytałam zdziwiona.
-Ty chyba sobie żartujesz jest boska.
Uśmiechnęłam sie gdy uslyszalam jego komplement.
Do sukienki były dołączone boskie buty na koturnie. Gdy już wszystko zakupiłam poszłam zaplacić rachunek.  Jednak Justin mnie wyprzedził.
-Schowaj te pieniądze-powiedział.
-Co?
-Ja zapłacę za ciebie-powiedział.
-Ale ja nie mogę tego przyjąć.
-Możesz, możesz.-powiedział.
-No cóż. ..zobaczymy kto bedzie pierwszy przy kasie-zaczęłam przedostawać się przez stojaki z ubraniami. Jednak nie zdążyłam. Justin chwycił mnie w pasie.
-Oddaj portfel-powiedział trzymając mnie.
-Nie, co mi zrobisz jeśli nie oddam?
-No, a moze to?-zaczął mnie łaskotać po całym brzuchu przechodząc pod pachy. Myslałam ze się posikam. Mam straszne łaskotki.
-Do-bbra, od-ddam-powiedziałam po czym oddałam mu portfel.
-Dziękuję.
-Przepraszam, proszę sie tak nie zachowywać,  to nie przedszkole-powiedziała jedna z pracownic sklepu.
-Przepraszam, ale to on-zgoniłam winę na Justina.
-Ej...dobra choćmy już do kasy-Justin zapłacił za buty i sukienke. Udaliśmy się też do pobliskiego baru by zjeść obiad. Była już 16. Ten czas strasznie szybko leci. Ten dzień był jednym z najlepszym. Dzisiaj naprawdę pierwszy raz od kilku lat sie tak śmiałam.  Zjedliśmy spaghetti i poszliśmy do auta.
-Masz piękny uśmiech-powiedział otwierając mi drzwi, a sam udał sie na swoje miejsce. Szybko ruszyliśmy do domu.
Kocham adrenalinę i szybko jadące auta. W ciągu 15 minut byliśmy w domu. Wzięłam torbę i pokierowałam się do łazienki.
-No to ja idę się ubrać i przyszykowac.
-No leć ja też się przebiorę-odpowiedział, a ja udałam sie szybko na górę.

Justin's
Dzisiaj pierwszy raz widziałem jak ona się śmieje.  To jest przepiękny widok naprawdę.  Udałem sie do garderoby, gdzie przegrałem sie w czyste ubrania. Poprawiłem swoje brązowe włosy i byłem w pełni gotowy do wyjścia. 
Idąc korytarzem ujrzałem Holly w nowej sukience. Była piękna miala długie wlosy które zakrywały jej tył sukienki.
-Gotowa?-zapytałem.
-Gotowa-usmiechnęła się po czym ruszyliśmy do auta. Otworzyłem drzwi Holly, a sam wsiadłem na miejsce kierowcy. Włączyłem radio, by skupić sie na drodze. Cały czas mógłbym się przyglądać Holly. Dom, gdzie miała odbyć sie impreza znajdował się 10 minut drogi z tąd. Holly cały czas nuciła sobie piosenki, które leciały w radiu. Podglosiłem i usmiechnąłem się skupiając swój wzrok na drodze. W niecałe 10 minut byliśmy na miejscu.  Zarkowałem samochód niedaleko domu i udaliśmy sie do środka.  Każdy witał sie ze mną spodgladając przy okazji na Holly. Podeszliśmy do baru by zamowić drinka. Na parkiecie było widać dużo ocierających sie o siebie ludzi. Niektòrzy już byli  nie źle pijani.
-Poprosze dwa drinki, jeden bezalkoholowy, a drugi?
-yy...wódkę z sokiem malinowym.
-Szalejesz-powiedzialem,  rzucając mały uśmieszek w kierunku Holly.
-Pilaś kiedyś alkohol?
-Wiesz jak się pogrążyłam w...no wiesz czym...to czasem mi sie zdarzyło.
-Rozumiem-odowiedziałem biorąc łyka drinka i rozkoszowałem sie jego smakiem.
-Choć idziemy tańczyć!
-Co? -nie zrozumiałem, ponieważ muzyka w tle była bardzo głośno.
-Powiedzialam że idziemy tańczyć-Holly złapała mnie za rękę i pociągnęła na parkiet. Leciała akurat wolna piosenka. Wszyscy byli w siebie wtuleni. Holly spojrzała na wszystkich wokół, po czym postąpiła tak jak każdy.  Objęła mnie swoimi małymi rączkami wokół szyi. Złapałem ją w talli przyciągając ją bardzo blisko siebie. Kołysalismy sie w rytmie muzyki. Bylo cudownie. Chciałbym, aby ta chwila nigdy sie nie skończyła. Tańczyliśmy na całym parkiecie, śmiejąc sie i przepychajac między innymi. Podeszliśmy do baru, zamawiając kolejne drinki. Ja piłem bezalkoholowego ponieważ jakoś do domu musieliśmy wrócić.  Holly chyba za dużo juz wypiła. Była niezła w tańcu,  impreza udana w stu procentach. Holly podeszła do jakiejś laski.
-Ej widziałaś moo-jego chłopaka? -szybko podbiegłem do niej. Ledwo co stała na własnych nogach.
-Nie nie widziałam.-odpowiedziała nieznajoma.
-Przepraszam już ją zabieram.-przeprosiłem brunetkę i złapałem Holly za rękę wyprowadzając do wyjścia.  Była 2 w nocy, postanowiłem już wracać do domu.
-Gdzzie i-dziemy-powiedziała kołysząc się. Sprawiała ze zaraz wybuchł bym śmiechem.
-Do domu, za dużo wypiłaś.
-Ale ja-a, jaa n-igdzie n-ie ide.
-Jak tam chcesz-powiedziałem i podniosłem ją niosąc na rękach do auta.
-Puść m-nie zboczeńcu.
-Nie puszcze cię,  nigdy.
-Pójdziesz ze mną do łóżka? -haha wybuchłem śmiechem.
-Pewnie, ale zanieść aby.
-No kochan-nie proszę. Zrobię ci dobrze.
-Haha zobaczymy co jutro na to powiesz.
-No, jesteś moim chłopakiem to powinieneś sie zgadzać-powiedziala.
-Dobrze dobrze musisz sie przespać haha.
Doszliśmy do auta i posadziłem ją powoli w miejscu pasażera. Za dużo wypiła, sprawiała, że prawie padłem ze śmiechu.  Jeszcze te teksty. Szybko ruszyłem w stronę domu. Zaprakowałem go przed wjazdem do garażu. Ujrzałem jak dziewczyna usunęła.  Ponownie wziąłem na ręce zanosząc do sypialni. Położyłem delikatnie w lóżku zdejmując buty. Odstawiłem je z boku, przykrywając Holly kocem. Ostatni raz przyglądając sie jej zamknąłem drzwi i pokierowałem sie na dół, by móc spokojnie zasnąć na kanapie.

---------------------------------
Dziękuję za tyle wyświetleń.  Odrazu przepraszam za błędy poniewaz rozdział pisany jest z telefonu.  Mam nadzieję ze sie podoba. Powiem tyle ze w następnym bedzie sie działo ;)