sobota, 10 sierpnia 2013

I'm leaving...#1

Obudził mnie głos wibrującego telefonu na komodzie. Przesunęłam palcem po ekranie i spojrzałam na godzine, która widniała na ekranie. Była 6.55 A.M. Leżałam po raz ostatni w tym łóżnku. Mój pokój to jedyne pomieszczenie, w którym mogłam przebywać z dala od wszystkich. Wstałam i pościeliłam łóżko, po czym kierowałam się w stronę łazienki. Zdjęłam piżamę i weszłam pod prysznic, napajając się ciepłem wody, która ogrzewała moje ciało. Po krótkim odświeżeniu nałóżyłam czystą bieliznę i postanowiłam zaopatrzeć rany na nadgarstku. Tak cięłam się. Przez moich rodziców zamknęłam się w sobie i pogrążyłam w wielkim smutku i goryczy, co doprowadziło mnie do okaleczania siebie. Tylko to było w stanie mi pomóc. Nie umiem okazywać uczuć drugiemu człowiekowi. Od kilku lat rzadko widać uśmiech na mej twarzy. Otarłam nadgarstek wodą utlenioną, po czym zabandażowałam ręke. Zrobiłam lekki makijaż i wysuszyłam włosy. Ubrałam sie w przyszykowany wcześniej strój. Wzięłam torbę, gdzie spakowałam większość ubrań, kilka kosmetyków i to co było potrzebne człowiekowi na codzień. Po czym skierowałam się do wyjścia. Napisałam kartkę, którą przyczepiłam do lodówki:

Wyjeżdżam, jestem już prawie dorosła,
nie szukajcie mnie, 
w razie co dzwońcie, znacie mój numer...
Holly

Otworzyłam drzwi taksówki, która stała już pod domem. Miałam przy sobie karte kredytową, na której znajdowała się duża suma pieniędzy. Zbierałam fundusze od 13-tego roku życia, by móc wyjechać jak najdalej stąd. Patrząc ostatni raz na dom, rozkazałam taksówkarzowi ruszyć w stronę Kanady, do Stratford w prowincji Ontario. Droga była długa, więc postanowiłam posluchać moich ulubionych piosenek. Podłączyłam słuchawki do telefonu, po czym zapadłam w spokojny sen...

Obudził mnie głośny trzask w samochód. Spojrzałam przez szybę i ujrzałam kilku bandziorów na motocyklistach, nie miałam pojecia gdzie się znajdowałam. Napewno w Kanadzie, ponieważ droga była bardzo długa. To był chyba pościg. Moje serce przyśpieszyło. Zauważyłam, że taksówkarz nie reaguje na żadne uszkodzenia samochodu. Klepnęłam go w prawe ramie, niestety nie poruszył się. Z przerażenia zaczęłam nim trząść i przypadkiem dotknęłam jego klatki piersiowej, była mokra i czerwona. Wyjżałam przed niego i ujrzałam nóż, który był wbity w serce. Moje oczy stawały się bardziej mokre, gdyż z każdą sekundą moje łzy stawały się większe. Wiedziałam, że to już koniec. Ja nigdy nie mam szczęścia, myślałam ze uciekne od problemów, jednak one ciągle za mną chodzą. W mgnieniu oka na miejscu kierowcy znalazł się jeden z tych motocyklistów 
-No hej maleńka...-powiedział z wielkim zachwytem. Czułam się jak w jakimś filmie kryminalnym  lub horrorze. Mimo, że to była moja ostatnia godzina śmierci, wykorzystałam moją ostatke sił i wpadłam na pomysł. Chciałam wyskoczyć z auta. Pierwszy raz w życiu robie coś takiego, widziałam to na filmach i być może mi też się  uda. Szanse były minimalne. Wole umrzeć sama, niż z jakimś debilem w aucie. Po cichu założyłam torbę przez ramię, Lekko złapałam klamke i w pewnym momencie otworzyłam i wyskoczyłam. Poczułam mocne uderzenie w głowe...
Obudziłam się i ujrzałam kilka głów nad moim ciałem. Czułam się obolała i nie miałam siły nic powiedzieć.
-No witaj piękna...-usłyszałam twardy głos. Na początku myślałam, że to mogą być sanitariusze, jednak oni bezczynnie by nie stali nade mną. To był koniec, koniec z moim życiem. Jednak dorosłość nie jest taka łatwa.
-Co się s-stało?-zapytałam.
-Nic, zamknij się, myślimy co z tobą zrobić-usłyszałam odpowiedź innego mężczyzny.
-Ale co chcecie zrobić, zawieście mnie do szpitala!-krzyknęłam i próbowałam wstać, ale poczułam mocne uderzenie w brzuch.
-Powiedziałem ryj s*ko!
-Spokojnie Michael. Złapcie ją mam pewien pomysł.
Wystraszyłam się, prowadziło to tylko do jednego, gwałtu i zabicia mnie.Nie widziałam dobrze, nie wiedziałam co się stało, nic nie pamiętam, chyba przez to mocne uderzenie straciłam chwilowo pamięć. Potrzebowałam lekarza i pomocy. A ja bezczynnie leżałam z jakimiś idiotami wokół mnie. Koleś w czarnych włosach podszedł i złapał mnie mocno za szczękę, innych znowu złapało mnie za nogi, ręce i w talii.
-Ślicznotko, wkrótce się zobaczymy...
-lub nie...
To były ostatnie słowa które usłyszałam, facet przyłożył mi jakąś szmatke o mocnym zapachu, zapadłam w głęboki sen...

Obudziłam się w środku jakiegoś lasu, było ciemno i zimno. Miałam związane nadgarstki wokoło drzewa. Próbowałam się uwolnić, lecz to było ciężkie, gdyż za każdym razem lina pocierała o moje rany na nadgarstkach. Byłam cała obolała, a w szczególności moje krocze. Tak, zostałąm chyba zgwałcona, straciłam dziewictwo, i to przy kilku kolesiach, dobrze że nie wiem co ze mną robili. Czułam się brudna. Zaczęłam płakać, była noc, jedyne co dawało mi światło to księżyc. Wkońcu się uwolniłam, powoli wstałam i szłam sciężką z nadzieją, że dojde do jakiejś wioski. Ujrzałam wkońcu latarnie...1...2...4 i całe mnóstwo ich, tak to było wyjście. Zaczęłam biec i moim oczom ujawniła się droga, a obok niej domki. Ale co mi po tym jak i tak nie wiem gdzie jestem. A co najgorsza niepamiętam kim jestem. Mam w głowie pustke od tamtego momentu. Błąkałam się po ulicach, chyba obkrążyłam dzielnice 10 razy i dopiero teraz zauważyłam, że cały czas jestem w tym samym miejscu. Ujrzałam ładny, biały domek. Postanowiłam odpocząć i przespać sie do rana. Mam nadzieje, że ktoś mnie znajdzie, albo lepiej nie. Nie nawidzę ludzi, są dla mnie okrutni, co ja im zrobiłam? Oparłam się o boczną scianę domu i skuliłam tak by było mi ciepło. Zapadłam w sen...

-Eee ty, wstawaj!- usłyszałam głos, myślałam, że to sen.
-Słyszysz? Podnoś się!- ponownie usłyszałam ten sam głos, otworzyłam oczy i w świetle książyca ukazał się jakiś chłopak. Podniósł mnie i mocno przycisnął do ściany.
-Jeśli masz zamiar okradać dom s*ko, to się grubo mylisz!-krzyknął prosto w moją twarz.
Był bardzo silny, nie mogłam nawet się poruszyć.
-Może coś odpowiesz mała d*iwko?- krzyknął jeszcze głośniej.
-P-proszę, nie rób mi krzywdy- powiedziałam cicho łkając.
-Haha śmieszna jesteś! Najpierw chcesz mnie okraść, a potem błagasz mnie, żebym nie zrobił ci krzywdy? Karma jest s*ką- parchnął mi w twarz. Ten koleś serio nie ma uczuć, jak każdy w stosunku do mnie.
-Ni-e chcę ci-ę okradać...
-Więc co tutaj robisz? splunął, ponownie wpatrując się we mnie.
-Nie wiem gdzie jestem i k-im jestem...-zaczęłam płakać.
-Płaczem nic nie zdziałasz młoda, po za tym takie nastolatki jak ty nie powinny o tej godzinie być na dworze, mamusia cię nie nauczyła? Posiedzisz sobie trochę w piwnicy, dopóki nie powiesz prawdy...-odpowiedział i mocno ścisnął moje ramię wprowadzając mnie do domu. Zaprowadził mnie do jakiegoś małego pomieszczenia, to chyba była komórka. Stało tam łóżko, jakaś szafa i stołek, a na suficie wisiał mały kinkiecik. Na ścianach znajdowały się plakaty piłkarskich graczy.
-Przemyśl swoje zachowanie i lepiej mów prawdę, żmijo!-krzyknął i popchnął mnie na podłogę. Zostałam sama, to koniec.

__________________________________________________
I jest pierwszy rozdział i jak wam się podoba?
Akcja się dzieje.
proszę was zostawcie jakiś komentarz :D
jutro dodam kolejny rozdział.
Dziękuję!