niedziela, 11 sierpnia 2013

A few years back #2

Siedziałam na środku pokoju. Oparłam się o ściane, osuwając się po niej, do pozycji siedzącej. Jestem pobita, zostałam zgwałcona. Nie wiem kim jestem i gdzie jestem. Nic nie pamiętam z przeszłości. Przekręciłam głowę w lewą stronę u ujrzałam moją torbę. Szybkim ruchem otworzyłam i zaczęłam szukać jakich kolwiek dokumetów. Znalazłam portfel, a w nim dowód. Było moje zdjęcie i informacje o mnie:

Imię i Nazwisko: Holly Wilson
Dzień urodzenia: 21 listopad
Imiona rodziców: Klara i Mike Wilson
Data wydania. 05.05.2013 rok.

Przeczytałam kilka razy i próbowałam przypomnieć sobie jaką kolwiek historię z przeszłości. I jest, ja mała biegająca z tatą po łące, narodziny Danny'ego. Wiek 11 lat, nowa szkoła...i potem najgorsze chwile. Brak przyjaciół, wyśmiewanie się ze mnie. Kłotnie z rodzicami. Okaleczanie się...Dlatego chciałam wyjechać...ale wyjechać dokąd? Tak, chciałam żyć normalnie, ale jednak wyjazd wszystko pogorszył. Czyli muszę być w Stratford. Pamiętam, że taksówka została zaatakowana. Kierowca z nożem w klatce piersiowej. Ja w samochodzie z jakimiś idiotami. Wyskok z auta, tak pamiętam...i gwałt. Jestem obolała, chce się zabić, nie chce żyć. Moje oczy wypełniły się łzami. Zaczęłam głośno szlochać. Moje życie nie ma sensu. Wstałam i jak szalona zaczęłam szukać byle jakiego sznurka, by raz na zawsze zakończyć to. Znalazłam jakiś sznurek wiszący w szafie po prawej stronie. Wyjełam go i założyłam wokół szyi. To wystarczy by pożegnać się z życiem. Przywiązałam line to żyrandola. Stanęłam na małym krześle.
-Żegnam się ze światem. Wy mnie bedziecie wspierać...babciu i dziadku. Ojcze nasz, któryś jesteś w niebie...- zmówiłam modlitwe i skoczyłam ze stołka. Brakowało mi tchu. Próbowałam jednak się ratować rękami. Ciemność.

Justin's
Wchodząc po schodach na góre, niosłem kanapki i wode, dla tej dziewczyny. Gdy nagle usłyszałem mocne uderzenie. Myślałem, że to coś na dworze.
Otworzyłem drzwi nogą:
-Przemy...-przerwałem- o k*rwa! 
Natychmiastowo z rąk wyśliznęły mi się kanapki jak i szklanka. Szybko podbiegłem łapiąc dziewczynę w talii. Zdjąłem sznurek, który był mocno związany wokół szyi. Położyłem ją na łóżku, sprawdzając przy tym tętno i bicie serca. Na szczęście biło. Nie jestem mordercą i nie chce mieć do czynienia z czyjąś śmiercią. Szybko wstałem, omijając szkło, kierowałem się do łazienki, po szklankę zimnej wody. Bez zastanowienia wylałem jej na twarz by się ocknęła.
-C-coo ty robisz?- krzyknęła.
Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej i powiedziałem:
-Myślisz, że wieszając się, to jest wyjście z sytuacji?
-Ty nie rozumiesz...-powiedziała.
-Oo ja wszystko rozumiem, nie ty pierwsza chciałaś mnie okraść!- krzyknąłem.
Dziewczyna siadła po turecku i zaczęła bawić się kawałkiem prześcieradła.
-Twoje śniadanie znajduje się na podłodze, więc teraz życzę ci smacznego!-powiedziałem. Ona naprawdę doprowadzała człowieka do szału. Ale dlaczego chciała się zabić?
-Nie chce jeść...-odpowiedziała po czym położyła się na brzuchu i odwróciła głowę do ściany.
-To nie!- wrzasnąłem i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Poszedłem do salonu by trochę ochłonąć. Włączyłem jakiś mecz. Nie nawidzę takich kobiet, są takie denerwujące i pewne siebie. Moje oczy stawały się ciężkie, i wpadłem w głęboki sen. 

Holly's
Kur*a, po co on ratuje mi dupe? Chcę odejść z tego świata. Nie chce żyć. Mam w życiu takiego pecha. Nie rozumiem dlaczego to ja przeszkadzam światu. A może Bóg tak chciał?. Nie ważne. Muszę iść do toalety, mam potrzebę. Wstałam, szłam na palcach omijając rozbite szkło na podłodze i otworzyłam drzwi. Ku mojemu ździwieniu nie były zamknięte. Ten debil przez tą całą agresje nie zamknął mnie. Szłam małym korytarzem i skręciłam w lewo. Poczułam że pode mną jest przepaść. A raczej schody których nie zauważyłam. Poczułam jak kilka razy uderzam w kręgosłup, aż nagle znalazłam się na samym dole.
-Co do jasnej...-zerwał się z kanapy, na której bodajrze spał. Zaczął kierować się w moją stronę.
-Szukałam łazienki-powiedziałam w swojej obronie. Tylko mnie nie bij...-powiedziałam i zakryłam twarz rękami. Tak bałam się go, nie ukrywam tego, był bardzo silny. 
-Nie mam zamiaru cię bić...a tak wogóle to przemyślałaś to i powiesz mi wkońcu prawdę? Czy dalej wolisz gnić na górze.
-Nie znam cię, i nie wiem czy chcesz słuchać mojej nudnej historii życia.
-No na to czekałem, mam czas i tak mnie obudziłaś- odparł po czym pokierował się, jak sądzę, do kuchni i wyjął z lodówki puszkę piwa. Siedziałam dalej skulona na schodku bacznie go obserwując. Udał się na kanape i otworzył piwo, delektując się jego smakiem.
-No to nazywam sie Holly...i mam dość swojego życia. Chce z nim skończyć. Przynajmniej nie będę cierpieć...-zaczęłam, do końca nie powiem mu wszystkiego bo głupia nie jestem. 
-Moi rodzice nigdy nie byli ze mnie dumni, uważali mnie za pokrake. Na pierwszym miejscu był zawsze mój brat Danny. Tylko on się liczył. Przez to wszystko zamknęłam się w sobie i...-zabrakło mi tchu, ale nie chciałam płakać przed chłopakiem.
-I? -zapytał z ciekawości.
-I doprowadziło mnie to do okaleczania siebie, mam myśli samobójcze. Nie umiem zaufać ludziom. W szkole byłam prześladowana na każdym kroku. Byłam pośmiewiskiem...-wspomnienia wróciły, to wszystko raniło moje serce. Zaczęłam cicho szlochać i nie chcąc upokorzyć się przed nieznajomym pobiegłam szybko na góre, rzucając się na łóżko zaczęłam głośno płakać.

Justin's 
No szczęśliwego życia to ona jednak nie ma. Jednak dalej nie wiem dlaczego znalazła się pod moim domem. Wstałem i pokierowałem się po schodach na górę. Otworzyłem drzwi i zastałem Holly leżącą na łóżku, cicho popłakiwała.
-No ale dalej nie wiem co robiłaś pod moim domem...-szybko wypowiedziałem słowa. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i odpowiedziała:
-Nie chce o tym mówić, ale napewno nie chciałam cię okraść, mam własne pieniądze. Przyjechałam tutaj bo chciałam uciec od bólu i cierpienia...wiesz, nie chce o tym wspominać-to były ostatnie słowa które usłyszałem z jej ust. Zamknąłem drzwi i poszedłem dalej oglądać mecz. Po około 30 minutach, usłyszałem kroki dochodzące z góry. To była Holly, niosła w ręku torbę.
-Dowiedziałeś się prawdy, a teraz daje ci spokój i...odchodzę- powiedziała po czym wyszła otwierając drzwi.

_______________________________________________
O nie Justin, co ty robisz?
Pozwolisz jej odejść w środku nocy?
No to kolejny rozdział mamy za sobą.

Proszę zostawcie jakiś komentarz,
to daje mi nadzieje, na dalsze pisanie.
I przynajmniej wiem, że ktoś to czyta :)