Obudziłam się w domu Justina, w jego przytulnej sypialni. Czułam ciepło wytwarzające się pod kołdrą. Miałam lekko opuchnięte oczu od płaczu, który wczoraj nieustępywał na krok. Odwrociłam lekko głowę w stronę Justina. Jeszcze spał. Nie dziwię mu się. Wczoraj po mnie przyjechał, mimo, że było późno, a droga daleka. Matka wywaliła mnie z domu. Ona jeszcze nie wie, że postąpiła źle. Ale się dowie i zrozumie w czym był błąd. Straciłam ją na zawsze, a ona mnie. odwróciłam głowę w przeciwną stronę ocierjając łzy, które ponownie zaczęły gromadzić się w koncikach moich oczu. Justin jest jedyną osobą, której w stu procentach ufam. Znaczy dla mnie coś więcej. To jest nieopisane uczucie. Często boję się, że mnie kiedyś zostawi. Zostawi mnie samą i odbierze całą miłość. To było najgorsze w tym wszystkim. Poczułam lekkie drgnięcie łóżka. Ujrzałam twarz Justina odwróconą w moją stronę, lekko się uśmiechnęłam.
-Witaj księżniczko-mruknął, składając słodki pocałunek na moich ustach.
-Cześć-posłałam mu niewinne spojrzenie. Czułam jak łzy przebijały się przez moje oczy. Automatycznie moja głowa skierowała się w drugą stronę od twarzy Justina. Nie chciałam mu pokazać, że upadam, że nie daję rady. Bałam się tego. Justin podparł się łokciami o materaco i spytał:
-Ej skarbie, wszystko wporządku?-ujął, mój podbródek swoja ręką i przekręcił go w swoją stronę. Widziałam w jego oczach zmartwienie. Wpatrywałam się w jego czekoladowo-miodowe tęczówki, które patrzyły proto na mnie.
-Kochanie, nie płacz-usiadł na łóżku-chodź tutaj-powiedział, klepiąc w wolne miejsce obok niego. Powoli wstałam, siadjąc dokładnie tam gdzie wskazał ręką.
-Justin ja nie wiem co mam robić, jesteś moją ostatnią osobą , którą kocham i której ufam-łkałam, dławiąc się czkawką wywołaną przez płacz- czasem boj się...-wzięłam głęboki oddech-..że mnie zostawisz i wtedy...-nie dokończyłam. Płacz przejął nade mną kontolę. Justin gładził opuszkami palców moje dłonie.
-holly, nie myśl tak. Nigdy bym tak nie postąpił, kocham cię. Jesteś całym moim światem. Objął mnie swoimi rękami, masując moje plecy. Wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową czując się bezpiecznie.
-Kocham cię-powiedziałam, muskając lekko jego zaróżowione usta.
-Ja ciebie też księżniczko-odpowiedział całując kilkakrotnie moje czoło. Siedzieliśmy oboje wtuleni w siebie w absolutnej ciszy. Było tylko słychać ciche ćwierkanie ptaków za oknem. Nagle poczułam pulsowanie w moim nagarstu, drgnęłam pod wpływem dotyku Justina. Delikatnie gładził moje nadgarstki, które były masakrycznie poszarpane przez żyletkę.
-Holly nie rób tego, obiecaj mi-powiedział po czym pocałował moją rękę.
Kiwnęłam głową po czym oparłam się o jego tors. Kołysaliśmy się w lewo i w prawo co doprowadziło mnie do głębokiego snu.
Justin's
Myślałem nad tą całą sytuacją. Było mi bardzo żal jej matki. jak mogła tak postąpić. Wyrzucić córkę z domu? Ciekawe co by było gdyby mnie przy niej nie było. Nawet nie chce o tym myśleć. Już nikt nie odbierze mi mojej małej księżniczki. Oddałbym za nią zycie. Rozmyślając nad tymi sprawami ujrzałem, ze Holly usnęła w moich objęciach. Ująłem w ręcę jej drobne ciało i wygodnie położyłem na łóżku, okrywając ją kocem. Przyglądałem się jej pięknej i baldej twarzyczce. Musnąłem jej czoło i skierowałem się na dół. Byłem cholernie głodny, nic nie jadłem od wczoraj wieczorem. Zajrzałem do lodówki i postanowiłem zrobić omlety. Wyjąłem potrzebne składnikii zabrałem się do gotowania. Czas upływał nie ubłagalnie. Czekałem, tylko abym mógł coś przekąsić. Polałem 2 omlety sosem klonowym i posypałem kawałkami truskawek. Wziąłem kawałek omleta do buzi rozkoszując się jego smakiem. Usłyszałem głosy dochodzące z góry. Ujrzałem zaspaną jeszcze Holly schodzącą po schodach do kuchni.
-Mmmm co tak pachnie?-zapytała przytulając mnie od tyłu.
-Omlety skarbie, siadaj i zjedz sniadanie.
Holly niczym mgła szybkim krokiem znalazła się naprzeciwko mnie. Szamała omlety kawałkiem po kawałku. przyglądałem się jej. Była taka piękna. Odstawiłem talerz na bok czekając, aż Holly zrobi to samo. Miałem w przygotowaniu małą niespodziankę dla małej. Musi odreagować stres i zrelaksować trochę.
-Skarbie?
-Tak?
-Idź się ubierz, mam dla ciebie niespodziankę-powiedziałem, posyłając jej wielki uśmiech.
-A jaką?-spytała, myśląc, że jej powiem.
-To niespodzianka- odpowiedziałem.
-Emmm...no dobrze-i ujrzałem Holly wbiegającą po schodach na górę. Droga miała być daleka, więc spakowałem jakieś przekąski na drogę. Następnie sam poszedłem coś włożyć na siebie. Po okołu 15 minutach Holly była w pełni gotowa i czekała na dole. Miała na sobię śliczną sukienke i do tego kozaki. Wyglądała idealnie.
-Pięknie wyglądasz-odparłem po czym złapałem wcześniej przygotowane rzeczy i ruszyliśmy w kierunku samochodu. Otworzyłem przednie drzwi po czym Holly usiadła na wyznaczone miejsce. Zrobiłem to samo przepinając się pasem. Włączyłem radio i ruszyliśmy na drogę. Widziałem, że Holly przejmowała się tą całą sytuacją. Nie umiałem jej pomóc.
-Ej, nie myśl o tym...-odparłam gładząc jej udo.
-Nie umiem Justin, nie potrafię-spuściła głowę w dół i bawiła się palcami u rąk.
-Teraz nikt nam nie przeszkodzi i chyba to się liczy dla nas.
-No...to prawda-westchnęła opierając głowę o szybe samochodu.
A ja dalej skupiałem cały swój wzrok na drodzę. Do wyznaczonego miejsa mieliśmy 150 km autostradą. Więc w godzinkę dojedziemy. Chciałem żeby się zrelaksowała i nie myślała o tym wszystkim. Za dużo stresu, za dużo kłopotów. Wykończy się dziewczyna.
__________________________________________________________________________________
Byliśmy już na miejscu. Holly usnęła jak zwykle podczas podróży. Lekko ją szturchnąłem. Pod wpływem mojego dotknięcia jej ciało drgnęło.
-Co...gdzie jesteśmy?-spytała wyciągając się.
-Chodź, zobaczysz-powiedziałem po czym otworzyłem jej drzwi by mogła wysiąść. Był wieczór i piękny zachód słońca. Upewniłem się, że samochód jest zamknięty i ruszyliśmy tam gdzie miał odbyc się nasz wspólny wieczór. Bez nikogo innego.
Weszliśmy na wzgórze, a naszym oczom ukazała się panorama na całe miasteczko przy zachodzi słońca.
-Jusstin...jak tu pięknie-odpowiedziała trzymając mnie za rękę.
-Chodź usiądziemy na kocu- po czym szybko wyjąłem puszysty kocyk i usiadłem na nim. Hollly usiadła obok mnie napawając się pięknym zachodem słońca.
-Rodzice zabierali mnie tutaj, gdy byłem mały...-odpowiedziałem po zym spuściłem głowę w dół.
-Justin nie możesz teraz o tym myśleć-odpowiedziała Holly gładząc mój policzek.
-To tylko wieczór dla nas bez żadnych złych wspomnień i myśli, będzie wszystko wporządku-zzapewniła mnie przybliżając swoją twarz do mojej. Szybkim ruchem wbiła sie w moje wargi po czym oddałem jej pocałunek. Czułem jak jej serce bije z przerażenia. Byłem teraz w siódmym niebie. Holly całowała jak zawodowiec. Oderwała się od moich ust. Po czym oblizałem usta napajając się ich smakiem.
-Holly k*rwa, gdzie ty się tego nauczyłaś?-spytałem.
-No wiesz...to ty...-odpowiedziała wahając się.
-Co ja?-spytałem bo do końca nie rozumiałem o co chodzi.
-Ty mnie tego nauczyłeś...
-Ja? Holly całowałaś się ze mną jako pierwszy raz?
-Tak...i nie śmiej się-odpowiedziała patrząc nie winne. Ale ja nie mgołem wybuchłem śmiechem to było w żartach oczywiście.
-To nie jest śmieszne, wiesz jaka jest sytuacja...
-No wiem Holly, żartowałem, chodź tutaj koło mnie.
Objąłem dziewczyne w objęciach po czym podziwialiśmy już mało co widzący zachód słońca. Gwiazdy pojawiały się na niebie. A szum z mista powoli zciszał się.
-Kocham cię-odparłem całując jej czoło.
-Ja ciebie też Justin, cieszę się, że cię poznałam.
-Nawet nie wiesz jak ja bardzo się cieszę, że mam cię przy boku. Jesteś pierwszą dziewczyną, której ufam od zakończenia kariery.
-Mhm...siedzieliśmy w ciszy napajając się pięknym widokiem. To miała być chwila relaksacji dla nas obojga. Czułem się wyluzowany i spokojny, bo ona była tutaj obok mnie. Teraz wiem, że nigdy bym jej nie oddał. Nawet jeśli miało by to się skończyć żle. Z rozmyśleń wyciągnął nas dźwięk telefonu Holly.
-Kto to o tej godzinie?
-Nie mam pojęcia...-Holly szukała telefonu i wkońcu znalazła. Była zdziwiona patrząc na nazwe kontaktu w telefonie.
-To Danny, cos się musiało stać.
Wstała przesuwając palcem po ekranie telefonu.
-Hallo?
-Holly? -zapytał znajomy głos, dziewczyna wzięła rozmowe na głośno mówiący bym mógł to usłyszeć.
-Danny coś się stało?
-Proszę przyjedź po mnie, zabierz mnie z tąd. Nie chce znać matki i ojczyma. Proszę...-usłyszałem płacz.
-Danny spokojnie powiedz co się stało.
-Siedziałem w domu, ojczym wrócił z jakąs laską i zagroził mi, że jak powiem coś mamie to mnie zabije. No i oczywiście poszli do sypialni, żeby się przelecieć i...i wróciła mama, ale ona była pijana i wogóle nie chce o tym mówić. Nie miała na sobie ubra...
-Co? Danny gdzie jesteś już jedziemy z Justinem!
-Jestem koło tej starej kawiarenki siedzę przy stoliku, tutaj mnie nie znajdą.
-Czekaj tam i wrazie co dzwoń.
-Dobrze-odpowiedział po czym się rozłąćzyła.
-Szybko Justin, oni są popie*doleni.
-Zauważyłem- zabraliśmy wszystki i wskoczyliśmy w mgnieniu oka na swoje miejsca. Odpaliłem samochód i wyruszyłem w kierunku San Franciso.
-Będzie wszystko dobrze-wpierałem ją.
-Mam nadzieje Justin, mam nadzieje...
_________________________________________________________________________________
mamy kolejny rozdział, wiem że miał się pojawić wczoraj, ale
korzystam z resztek wakacji. Teraz powiem tak. Rozdziały będę dodawać
wtedy kiedy bd miała czas.
Ale raz w tygodniu na pewno się pojawi nowy.
Następny dodam najpóźniej do czwartku.
Dziękuję za taka liczbę wyświetleń i za te 5 komentarzy
pod poprzednim rozdziałem. To wiele dla mnie znaczy.
I co będzie dalej?
ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZANY
PRZEPRASZAM