środa, 14 sierpnia 2013

Child #6

Obudziłam się z wielkim bólem głowy.  Wczorajszy wieczór urwał mi sie od godziny 20.00. Za dużo wypiłam. Byłam znowu w sypialni.  Dlaczego on to robi. To jego dom, więc to on powinien spać w swoim łóżku. Wstałam z łóżka,  ledwo co mogłam ustać.  Strasznie kręciło mi się w głowie. Podpierając się ściany powoli zeszłam na dół. Justin jeszcze spał.  Była 10.30, więc się nie dziwię. Podeszłam i usiadłam na wolnym miejscu. Bacznie sie przyglądałam jak Justin spał,  był taki słodki. O nie, nie co ja gadam. To jest silniejsze ode mnie. Szybko przerzuciłam wzrok na okno, ponieważ Justin wybudzał się ze snu.
-No witaj królewno-powiedział,  przecierając oczy.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Nie za dobrze,  nic nie pamiętam.
-Może i dobrze, że nic nie pamiętasz haha-usiadł i zaczął się śmiać.
-O co ci chodzi?  Czy coś zrobiłam głupiego? -byłam przerażona,  ośmieszyłam się na oczach Justina.
-No mniej więcej chodziłaś do ludzi i szukałaś, swojego chłopaka...-zaczął się śmiać.
-Co?-zapytałam.
-No, a najlepsze było to, że tym chłopakiem byłem ja- jak usłyszałam te słowa zakryłam twarz rękami.  Na policzki wkradły się rumieńce.
-Jezuu...co ja robiłam.
-A najlepsze jest to, że chciałaś sie pie*rzyć.
-Jejku przepraszam Cię, ja nie wiedziałam...
Podszedł do mnie łapiąc mnie za rękę. 
-Nic się nie stało...wczorajszy wieczór był idealny, dziękuję.
-Haha, nie dziękuj. 
Złapałam jego delikatny policzek ujmując go w ręce.  Był taki gładki w dotyku. Justin złapał mnie za szyję i znajdował sie bardzo blisko mnie. Czułam jego oddech na swojej skórze. Wiedziałam co chce zrobić,  wahałam się,  ale chwilę później  oderwałam się od niego.
-Przepraszam, ale nie mogę-usiadłam na kanapie i zaczęłam cicho szlochać. Wspomniania wróciły,  gwałt i nie szczęścia w rodzinie, klotnie, brak przyjaciół,  nie chciałam o tym myśleć.
-Coś się stało? -zapytał gładząc mnie po plecach.
-Poprostu, wtedy nie powiedziałam ci wszystkiego.
-Jak wszystkiego?  -zapytał.
-W drodze do Stratford moja taksówka została zaatakowana przez jakiś facetów.  Zabili kierowce po czym wkradli się do auta. Chciałam się ratować i wyskoczyłam z jadącego samochodu. Bardzo mocno uderzyłam o asfalt, który spowodował u mnie zaniki pamięci. Te debile...-podciągnęłam nosem.
-Oni przyłożyli mi jakąś chustke do ust...i..obudziłam się w lesie. Wszystko mnie bolało,  ty wiesz co oni mi zrobili? -wpadłam w furię. Zaczęłam krzyczeć.

Justin's
Wstałem i podszedłem do Holly. Była roztrzepana tą całą sytuacją. 
-Spokojnie- powiedziałem.
-Nie będę spokojna moje życie to jedno wielkie bagno-wypowiadała te słowa uderzając mnie w ramię.  Złapałem jej obydwie ręce.  I próbowałem uspokoić. Jak bym dorwał tych skur*ielów to by nie żyli. Holly stała szlochając. Po dwóch minutach uspokoiła się.  Przytuliłem i pocieszałem.
-Będzie dobrze, napewno będzie dobrze-otarłem jej łzy.
-Ss-kąd wiesz, że będzie? -zapytała.
-Musi być-masowałem delikatnie jej ręce. Od góry do dołu.  Ujrzałem na nadgarstkach nacięcia.
-Jeszcze to robisz?-spytałem z ciekawości.
Pokręciła głową przecząco. Wziąłem delikatnie nadgarstek w rękę i zacząłem muskać.
-Proszę więcej tego nie rób.
-Dobrze- odpowiedziała.
Staliśmy dosyć długo w tej pozycji.
W końcu postanowiłem przerwać tą ciszę.
-Dlaczego taka jesteś?
-Jaka?-spytała, spoglądając na mnie z załzawionymi oczami.
-Udajesz twardą i silną, a tak naprawdę wszystko rozpie*dala cię od środka-powiedziałem, nadal trzymając jej ręce.  Holly przełamała lód i wtuliła się w moją klatkę piersiową. Dawała mi tyle szczęścia i radości.  Całe moje serce jest tylko nią opętane.
-Boli mnie głowa-wydukała przez swoje różowe usta.
-Choć dam ci tabletkę, później pojedziemy do restauracji coś zjeść-pokierowałem się do kuchni by wziąść tabletkę i szklankę wody.
-Dziękuję-odpowiedziała po czym łyknęła popijając wodą.
-Nie chce nic mówić,  ale ty dalej jesteś w sukience-uśmiechnąłem się.
-O jezu, no tak przecież nie byłam w stanie się przebrać. Pójdę zmienić ubrania-odpowiedziała i w ciągu ułamki sekundy wbiegła po schodach.  Postanowiłem ogarnąć trochę salon i sam poszedłem się ubrać.

Holly's.
Założyłam czyste ubrania. Zmyłam wczorajszy makijaż i oczyściłam twarz. Ja chyba naprawdę już umiem wyrażać uczucia i czuje to ciepło, które Justin mi je przekazuje.  Nie wiem czy on coś do mnie czuje.  Po tym wszystkim chyba nie umiała bym żyć w stałym związku.  Justin jest pierwszym chłopakiem z którym rozmawiam tak długo, w ogóle to pierwszym człowiekiem po za Danny'm. Muszę poszukać jakąś pracę zarobić pieniądze i wyprowadzić się od Justina.  Mało o nim wiem, nie traktuję go jako gwiazdę którą był przez kilka lat. Słuchałam jego piosenek jak byłam młodsza. Teraz to przeszłość. Ubrałam buty i zeszłam na dół.  Justin zaciągał się smakiem dymu papierosowego.
-Ty palisz?
-Nie, czasami-odpowiedział gasząc go. Wyszliśmy z domu i szybko znalazłam się na miejscu pasażera. Przepiełam się pasem czekając, aż Justin zajmie swoje miejsce. Usiadł i szybko odpalił samochód ruszając na autostradę. Dojechaliśmy na miejsce w ciągu 5 minut, restauracja o nazwie ,, Sfinks" nie przypominała mi zwykłej restauracji. Justin otworzył mi drzwi i oboje weszliśmy do środka.
-Poproszę stolik dla dwojga-powiedział do starszego pana w czarnym garniturze.
-Dobrze proszę za mną.
Justin bacznie komuś się przyglądał.  widocznie był zdenerwowany gdyż jego szyi ukazały sie żyły.
Złapałam go za rękę.
-Wszystko w porządku?  -zmarszczyłam brwi.
-Tak, tak w porządku.
I tak wiedziałam, że coś było nie tak.
-Oto stolik dla państwa.
Usiadłam na krześle, a na przeciwko mnie Justin. Był zaniepokojony.
Przyszła kelnerka, Justin nie pokazał żadnego uśmiechu na twarzy. Być może ją znał.
-Coś podać? -zapytała,  blondynka wyłącznie obserwała jego. Kopnęłam Justina pod stolikiem by jakoś zareagował. -Ałć...tak poproszę 2 porcję spaghetti.
-Dobrze, coś do picia? -jej ton wzrósł.
-Ja poproszę Colę, a ty?-skierował pytanie do mnie.
-Yy...wodę niegazowaną.
Kelnerka odeszła,  a Justin ciężko westchnął. Nie chciałam nic mówić by nie pogorszyć atmosfery, która otaczała nas wokół.
-Oto pańskie zamówienia.
-Dziękuję-odpowiedziałam.
Zabrałam się do jedzenia, byłam strasznie głodna.  Nie zjadłam śniadania. Zwykle nie mam takiego wielkiego apetytu, ale to chyba przez wczorajszą imprezę.
Byliśmy w połowie dania, gdy kelnerka ponownie podeszła.
-Już masz nową laske?-zapytała. Myslałam, że zaraz się udławie tym jedzeniem, gdy usłyszałam słowa wychodzące z jej ust.
-Odczep się-odpowiedział Justin ze złością.
-Yyy...przepraszam-wtrąciłam się, wstawając z krzesła-chyba mi się zdaje, że jesteś w pracy, więc ...
-Holly usiąć, ona nie jest tego wart-Justin zaczął mnie uspokajać.  Mam problemy z opanowaniem agresji. 
-Wiesz,  jest mi bardzo żal tej dziewczyny,  zrobisz jej dziecko i zostawisz ją tak jak mnie.
-Dosyć, nie będziesz psuła mi życia su*o! Nie tym razem! Wszystko mi zniszczyłaś! Wychodzimy!-Justin rzucił na stolik pieniądze i pociągnął mnie w kierunku wyjścia. Wszyscy patrzyli na nas, czułam się nie swojo. ,,...Zrobisz jej dziecko i zostawisz ją tak jak mnie" te słowa krążyły cały czas po moim umyśle.  Kto to był i dlaczego to powiedziała.  Justin wyszedł.  Popchnął mnie na miejsce i sam szybko usiadł.  Jechaliśmy z niezliczoną prędkością.  Bałam się, był pod wpływem złości.  Mógł zrobić wszystko. Zamanewrował kierownicą skręcając w lewo, w stronę lasu. Zatrzymał samochód i wysiadł. Zaczął kopać i walić wszystkie drzewa z całej siły.
-Sz*ata zrujnowała mi życie.  Prześladuje mnie caly czas, zabiję ją! - Justin krzyczał te słowa pod nosem, uderzając mocno w drzewa powodując rany na kostkach. Krew spływała po jego skórze. Mocno się zranił przez jakąś dzi*ke z restauracji. Dlaczego on to robi? Podeszłam do niego od tyłu wtulając się w plecy. Złapał moje ręce i gładził je bardzo delikatnie.
-Justin, proszę nie rób tego-powiedziałam,  by go uspokoić. Odwrócił się przodem do mnie. Ujrzałam jego rany. Delikatnie opuszkami palców przejechałam po nich. Wyciągnęłam z torebki chusteczki i bandarz. Na wszelki wypadek zawsze nosze je ze sobą. Delikatnie zaczęłam ocierać spływającą ciecz.
-Nie musisz tego robić Holly-powiedział ze smutkiem w oczach. Wiedziałam, że powstrzymywał płacz. 
-Muszę,  ty też mi po mogłeś i to bardzo.
Zabandażowałam rany i pocałowałam je. Stanęłam blisko jego wpatrując się w jego miodowe oczy.
-Kto to był? - spytałam.
-Przez nią musiałem zakończyć karierę.
-Tak mi przy...
-To była moja prawdziwa miłość,  była jedną z moich fanek, na imię jej Monic.Zakochałem sie w niej co było wielkim błędem. Byłem z nią prawie 2 lata. W wieku 17 lat zrobiliśmy to. Byłem młody i głupi.  Gdybym wiedział jaka ona naprawdę jest nigdy bym się z nią nie związał.  Później cały czas kłóciliśmy, zakończyliśmy związek. Przed wydaniem mojego drugiego albumu przyszła i oznajmiła, że...jest w ciąży.  Na początku myślałem, że to żart. Zrobiłem test na ojcostwo i okazało się, że to ja nim jestem. Gdy była w 6 miesiącu ciąży powiedziała, że nigdy w życiu nie ujrze dziecka i o wszystkim powiedziała moim rodzicom. Zacząłem się z nią kłócić, zakończyłem karierę bo zaszantarzowała mnie, że powie wszystko prasie jak tego nie zrobie. Rodzice powiedzieli, że nie chcą mnie znać.  Od tamtej pory nie widziałem małego, ani rodziców.  Wiem tylko, że to chłopiec i nazywa się John. Rodzice nawet nie zadzwonili ani razu. Wyprowadziłem się do Stratford, zmieniłem wygląd. Pieniądze  z zarobionych koncertów wystarczą mi na całe życie. Nie chciałem się już nigdy więcej zakochać.  Pieniądze dalej zarabiam przez wyświetlanie piosenek na You Tubie i ze sprzedawanych albumów.  Nie muszę sie martwić o koszty. Dlatego mam problemy z wyrażaniem uczuć. Dopóki nie pojawiłaś się ty. Sprawiasz, że chce mi się żyć.  Nie chcę abyś odeszła proszę zostań-na tym zakończył,  uronił jedną łzę.
-Nigdy bym tak nie postąpiła. Któregoś dnia pomogę ci w odnalezieniu syna, niech wie jakiego ma dobrego tatę-powiedziałam przytulając się do Justina.
-Bałem się, że gdy dowiesz się o tym nie będziesz chciała mnie znać jak wszyscy.
-Ja nie jestem wszyscy...-odpowiedziałam, przysuwając jego twarz bliżej swojej. Nasze oddechy się napotkały. Justin złapał mój policzek, i szybko złączył nasze usta. Prosił o dostęp do nich swoim językiem i zaczęła się walka.Natychmiatowo oddałam mu pocałunek. Była to chwila nie do zapomnienia. Uśmiechnęłam się, wtulając twarz w klatke piersiową.
-Jesteś taka cudowna-powiedział-wracajmy już do domu. Pokierowaliśmy się do auta. Justin włączył radio i powoli wróciliśmy na autostradę kierując się do domu. Złączył nasze ręce ze sobą, a drugą kierował samochód, nie souszczając wzroku z drogi. W radiu leciały wiadomości z całego świata.
,, Chcemy poinformować państwa o zaginięciu siedemnastoletniej dziewczyny. Nazywa się Holly Wilson. Jest średniego wzrostu. Długie włosy. Jeśli ktoś ją widział proszę o kontakt, ponieważ rodzice zaginionej bardzo się martwią.  A teraz zapraszamy do słu..."
-O ku*wa!

__________________________________
No to się narobiło.  Już wiecie kim jest Monic.  Dlaczego rodzice Holly podali swoją córkę do osób zaginionych?  Justin nareszcie coś czuję do naszej bohaterki, a ona odwzajemnia mu uczucia. Przepraszam od razu za błędy pisałam rozdział z telefonu ponieważ nie ma mnie teraz w domu.
Dziękuję za każdy miły komentarz. Nowy rozdział w sobote ;)

A to jest roczny John ;)

U smile, a smile #5

Obudziłam się na kanapie w salonie. Justin nadal spał na przeciwko mnie. Wczorajszy wieczór był idealny. Czuje, że Justin jest dobrym chłopakiem.  Chce mi pomóc na każdym kroku. Mimo, że nasza znajomość trwa 3 dni. To jest chyba zauroczenie. Przejdzie mi. Pierwszy raz czuje coś takiego, nigdy nie doznałam tego uczucia. Przetarłam oczy i poprawilam włosy.  Wzięłam koc i przykryłam nim Justina. Zebrałam naczynia po wczorajszej pizzy tak by go nie obudzić. Włożyłam je do zmywarki i nastawilam ją.  Chciałam się od płacić mu za kolacje, więc zrobię śniadanie. Hmm naleśniki z owocami i syropem klonowym. Tak to będzie świetny pomysł. Wyjełam z górnej szafki składniki i pokroiłam owoce, zabrałam sie za smarzenie. Usłyszałam kroki stąpające po podłodze.  Ujrzałam Justina. Miał rozczochrane włosy. Podrapał sie w tył karku.
-Hej-przywitałam sie gotując dalej.
-Czy ja czuje zapach naleśników, czy sie mylę? -zapytał.
-Nie, nie myslisz sie-posłałam mu zadawalający uśmiech.
Nałożyłam naleśniki na talerz, przyozdabiając je owocami i syropem klonowym.
Postawiłam talerze na stole.
-No to smacznego-powiedziałam.
Patrzyłam jak Justin delektował się smakiem naleśników.
-One...są. ..poprostu boskie-brał kawałek po kawałku.
Gdy skończyliśmy wstwiłam kolejne naczynia do zmywarki. Usiadłam na sofie i włączyłam MTV.  Leciała piosenka Miley Cyrus ,, We can't stop". Uwielbiam ją.  Justin usiadł obok.
-Więcc...-zaczął.
-Więc co?-byłam ciekawa do czego dążył.
-Znajomi robią imprezę,  niedaleko nas, więc pomyślałem,  że pojdziesz razem ze mną-powiedział dumnie.
-Nie, to zły pomysł,  a nawet nie mam sukienki.
-Zbieraj się-powiedział
-Ale gdzie?
-Zabiorę cię na zakupy, no już. Idź sie ubierz będę czekał na dole.
Patrzylam na niego z nie dowierzaniem, nie wiedziałam czy on sobie żartuje czy mówi prawdę.
-Dobrze już idę - powiedziałam, puszczając mu oczko.  Szybko udałam sie na górę,  nałożyłam lekki makijaż, rozczesałam włosy i wyjęłam pierwsze lepsze ubrania z torby. W ciągu 10 minut byłam gotowa. Justin miał na sobie czarne spodnie, białą bluzkę z wycietym V i brązową skórzaną kurtkę.
-Jestem got...
-Wooow, wygladasz przepięknie
Zarumienilam sie znowu. Czy on to musi robić? 
-Dziękuję ty też jesteś przystojny.-powiedziałam otwierając drzwi.
Samochód Justina juz stał przed domem. Był wypasiony w kosmos. W sumie jest bogaty, więc się nie dziwię.  Usiadłam na miejscu pasażera,  Justin przeszedł naokoło samochodu i szybko wśliznął się na miejsce kierowcy. Odpalił samochód i szybko ruszyliśmy.  Całą drogę spędziliśmy w ciszy podziwiałam widoki zza okna. Naprawdę tu jest prześlicznie.  Nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Ku moim oczom ukazała sie wielka galeria handlowa. Justin zaprkował samochód i weszliśmy do środka. Weszliśmy do sklepu o nazwie ,, Beauty and beat". Wokół było mnóstwo sukienek. Wzięłam kilka z nich i poszłam do przebieralni. Justin usiadł na kanapie stojącej przed przebieralnialą. 
Przymierzyłam z 10 sukienek, ale tylko jedna mi przypadła do gustu. Wyszłam przed przebieralnie by pokazać się Justinowi.
-Może być?
Justinowi opadła szczęka.
-Co? Jest zła?-zapytałam zdziwiona.
-Ty chyba sobie żartujesz jest boska.
Uśmiechnęłam sie gdy uslyszalam jego komplement.
Do sukienki były dołączone boskie buty na koturnie. Gdy już wszystko zakupiłam poszłam zaplacić rachunek.  Jednak Justin mnie wyprzedził.
-Schowaj te pieniądze-powiedział.
-Co?
-Ja zapłacę za ciebie-powiedział.
-Ale ja nie mogę tego przyjąć.
-Możesz, możesz.-powiedział.
-No cóż. ..zobaczymy kto bedzie pierwszy przy kasie-zaczęłam przedostawać się przez stojaki z ubraniami. Jednak nie zdążyłam. Justin chwycił mnie w pasie.
-Oddaj portfel-powiedział trzymając mnie.
-Nie, co mi zrobisz jeśli nie oddam?
-No, a moze to?-zaczął mnie łaskotać po całym brzuchu przechodząc pod pachy. Myslałam ze się posikam. Mam straszne łaskotki.
-Do-bbra, od-ddam-powiedziałam po czym oddałam mu portfel.
-Dziękuję.
-Przepraszam, proszę sie tak nie zachowywać,  to nie przedszkole-powiedziała jedna z pracownic sklepu.
-Przepraszam, ale to on-zgoniłam winę na Justina.
-Ej...dobra choćmy już do kasy-Justin zapłacił za buty i sukienke. Udaliśmy się też do pobliskiego baru by zjeść obiad. Była już 16. Ten czas strasznie szybko leci. Ten dzień był jednym z najlepszym. Dzisiaj naprawdę pierwszy raz od kilku lat sie tak śmiałam.  Zjedliśmy spaghetti i poszliśmy do auta.
-Masz piękny uśmiech-powiedział otwierając mi drzwi, a sam udał sie na swoje miejsce. Szybko ruszyliśmy do domu.
Kocham adrenalinę i szybko jadące auta. W ciągu 15 minut byliśmy w domu. Wzięłam torbę i pokierowałam się do łazienki.
-No to ja idę się ubrać i przyszykowac.
-No leć ja też się przebiorę-odpowiedział, a ja udałam sie szybko na górę.

Justin's
Dzisiaj pierwszy raz widziałem jak ona się śmieje.  To jest przepiękny widok naprawdę.  Udałem sie do garderoby, gdzie przegrałem sie w czyste ubrania. Poprawiłem swoje brązowe włosy i byłem w pełni gotowy do wyjścia. 
Idąc korytarzem ujrzałem Holly w nowej sukience. Była piękna miala długie wlosy które zakrywały jej tył sukienki.
-Gotowa?-zapytałem.
-Gotowa-usmiechnęła się po czym ruszyliśmy do auta. Otworzyłem drzwi Holly, a sam wsiadłem na miejsce kierowcy. Włączyłem radio, by skupić sie na drodze. Cały czas mógłbym się przyglądać Holly. Dom, gdzie miała odbyć sie impreza znajdował się 10 minut drogi z tąd. Holly cały czas nuciła sobie piosenki, które leciały w radiu. Podglosiłem i usmiechnąłem się skupiając swój wzrok na drodze. W niecałe 10 minut byliśmy na miejscu.  Zarkowałem samochód niedaleko domu i udaliśmy sie do środka.  Każdy witał sie ze mną spodgladając przy okazji na Holly. Podeszliśmy do baru by zamowić drinka. Na parkiecie było widać dużo ocierających sie o siebie ludzi. Niektòrzy już byli  nie źle pijani.
-Poprosze dwa drinki, jeden bezalkoholowy, a drugi?
-yy...wódkę z sokiem malinowym.
-Szalejesz-powiedzialem,  rzucając mały uśmieszek w kierunku Holly.
-Pilaś kiedyś alkohol?
-Wiesz jak się pogrążyłam w...no wiesz czym...to czasem mi sie zdarzyło.
-Rozumiem-odowiedziałem biorąc łyka drinka i rozkoszowałem sie jego smakiem.
-Choć idziemy tańczyć!
-Co? -nie zrozumiałem, ponieważ muzyka w tle była bardzo głośno.
-Powiedzialam że idziemy tańczyć-Holly złapała mnie za rękę i pociągnęła na parkiet. Leciała akurat wolna piosenka. Wszyscy byli w siebie wtuleni. Holly spojrzała na wszystkich wokół, po czym postąpiła tak jak każdy.  Objęła mnie swoimi małymi rączkami wokół szyi. Złapałem ją w talli przyciągając ją bardzo blisko siebie. Kołysalismy sie w rytmie muzyki. Bylo cudownie. Chciałbym, aby ta chwila nigdy sie nie skończyła. Tańczyliśmy na całym parkiecie, śmiejąc sie i przepychajac między innymi. Podeszliśmy do baru, zamawiając kolejne drinki. Ja piłem bezalkoholowego ponieważ jakoś do domu musieliśmy wrócić.  Holly chyba za dużo juz wypiła. Była niezła w tańcu,  impreza udana w stu procentach. Holly podeszła do jakiejś laski.
-Ej widziałaś moo-jego chłopaka? -szybko podbiegłem do niej. Ledwo co stała na własnych nogach.
-Nie nie widziałam.-odpowiedziała nieznajoma.
-Przepraszam już ją zabieram.-przeprosiłem brunetkę i złapałem Holly za rękę wyprowadzając do wyjścia.  Była 2 w nocy, postanowiłem już wracać do domu.
-Gdzzie i-dziemy-powiedziała kołysząc się. Sprawiała ze zaraz wybuchł bym śmiechem.
-Do domu, za dużo wypiłaś.
-Ale ja-a, jaa n-igdzie n-ie ide.
-Jak tam chcesz-powiedziałem i podniosłem ją niosąc na rękach do auta.
-Puść m-nie zboczeńcu.
-Nie puszcze cię,  nigdy.
-Pójdziesz ze mną do łóżka? -haha wybuchłem śmiechem.
-Pewnie, ale zanieść aby.
-No kochan-nie proszę. Zrobię ci dobrze.
-Haha zobaczymy co jutro na to powiesz.
-No, jesteś moim chłopakiem to powinieneś sie zgadzać-powiedziala.
-Dobrze dobrze musisz sie przespać haha.
Doszliśmy do auta i posadziłem ją powoli w miejscu pasażera. Za dużo wypiła, sprawiała, że prawie padłem ze śmiechu.  Jeszcze te teksty. Szybko ruszyłem w stronę domu. Zaprakowałem go przed wjazdem do garażu. Ujrzałem jak dziewczyna usunęła.  Ponownie wziąłem na ręce zanosząc do sypialni. Położyłem delikatnie w lóżku zdejmując buty. Odstawiłem je z boku, przykrywając Holly kocem. Ostatni raz przyglądając sie jej zamknąłem drzwi i pokierowałem sie na dół, by móc spokojnie zasnąć na kanapie.

---------------------------------
Dziękuję za tyle wyświetleń.  Odrazu przepraszam za błędy poniewaz rozdział pisany jest z telefonu.  Mam nadzieję ze sie podoba. Powiem tyle ze w następnym bedzie sie działo ;)