sobota, 17 sierpnia 2013

Dream #7

Justin's
-Nie ja nie wierzę.  Jak oni to mogli zrobić. Nie na widzę ich. Justin zatrzymaj się!-krzyknęła pod wpływem złości.
-Już chamuje!-zjechałem na pobocze. Holly wyjęła szybko, jak sądzę swój telefon.
Wzięła na głośno mówiący i wpatrywała się we mnie. Odpaliłem papierosa wsłuchując się w rozmowę.
,,-Halo? Jak mogliście? Własnej córce?!
-Skarbie to dla twojego dobra.
-Co? Haha ty jesteś śmieszna.  Przez ostatnie lata wogóle się mną nie intersowaliście. Nareszcie mam normalne życie, więc dajcie mi spokój. I lepiej odwołajcie te poszukiwania. W jej pięknych oczach pojawiły sie łzy, które powolnie spływały po zaróżowionych policzkach.
-Chcemy wiedzieć czy jesteś cała i zdrowa.
-Jestem! Nie słyszysz?
-Nie takim tonem do matki.
-Jeśli nie odwołacie poszukiwań pójde sama i powiem, że z własnej woli wyjechałam z domu, bo miałam was dosyć!
-Kochanie wróć do domu.
-Nie, jest mi tu dobrze z...poprostu jest mi tu dobrze.
-Z kim tam jesteś?
-Napewno z kimś lepszym od was. Może kiedyś was odwiedze, a jak do jutra nie odwołasz zeznań to zrobię to sama i nigdy więcej mnie nie ujrzycie. Żegnam was."
Holly rzuciła telefonem i oparła się o dach samochodu, pogłębiła swój płacz.
-Justin ja sobie nie poradze, mam ich dosyć...naprawdę mam ich dosyć.  Dlaczego to życie jest takie zjebane? Dlaczego? Ja się pytam.
-Choć,  nie płacz, nie lubię jak płaczesz-podeszła i mocno mnie ścisnęła swoimi małymi rączkami. Odgarnąłem włosy z jej twarzy i wytarłem łzy, które powolnie spadały w dół. Złożyłem ciepły pocałunek na jej czole.
-Oni mi tylko psują życie. Jak byłam w domu to im na każdym kroku przeszkadzałam-wytarła nos w chusteczkę -a jak mnie nie ma to nagle brakuje im mnie! To jest chore! Nie chce ich znać.
-Szyyy, nie mów tak, mimo, że tak postąpili to są dalej twoi rodzice.
Holly oderwała się ode mnie. Z nieba spadały krople deszczu uderzając o chodnil. Spojrzała w górę, a potem skierowała wzrok prosto w moje oczy.
-Rodzice? Rodzice najpierw by zadzwonili i zapytali czy jestem cała, a oni odrazu poszli na policje. Jedziemy do domu? Deszcz zaczyna padać-ostatni raz wytarła nos, kiwnąłem głową i szybko zająłem swoje miejsce. Dziewczyna wpatrywała się w widoki zza oknem. Deszcz uderzał w szybę coraz mocniej i mocniej. Jechaliśmy w niezręcznej ciszy. Słyszałem jak Holly cicho popłakiwała pod nosem. Raniło mnie to i to bardzo. Niedługo po tym dojechaliśmy do domu. Wyszła z auta trzaskając drzwiami. Przekręciłem klucz i otworzyłem drzwi wejściowe.
-Holly?-spytałem, nie mogłem znieść jej cierpienia.
-Yhym?
-Wszystko w porządku?
-Tak, w porządku.
Zamknąłem drzwi i oboje skierowaliśmy się na kanape. Za oknem nadal padał deszcz. To dobry wieczór na spędzenie go w domu z dobrym filmem i piękna dziewczyną u boku. Usiadłem na łóżku, a obok mnie Holly. Wziąłem koc by przykryć nas oboje. Deszczowy wieczór nie należał do tych najcieplejszych.
-Justin dlaczego nie chcesz wrócić do swojej kariery?
-Nie mogę, boję się tego wszystkiego. To jest zbyt trudne dla mnie. Paparazzi nie dadzą mi spokoju. 
-Próbowałeś z nią rozmawiać? -spytała kierując swoje lśniące oczy prosto na mnie.
-Z kim?-zapytałem nie wiedząc bardzo o kogo jej chodzi.
-No z ...Monic-dokończyła.
-Tak, ale nie dała mi dojść do słowa.
-Justin, obiecuję ci, że któregoś dnia zobaczysz małego. Nie przejmuj sie nią.  Wygląda na to, że nie zasługiwała na ciebie...
-Holly ja ją kochałem,  naprawdę. A ona tak poprostu odeszła,  raniąc mnie bardzo mocno.
-Rozumiem Cię Justin, rozumiem. Holly spuściła głowę w dół, a jej włosy opadły na chude ramiona.
Delikatnie złapałem jej podbródek. -Ej nie przejmuj sie mną.
-Nie mogę patrzeć jak cierpisz.
Ujęła swoimi rekami moj policzek, nasze oddechy sie spotkały, a ona szybkim i namiętnym ruchem pocałowała mnie w usta. Pogłębiłem pocałunek. Nie chciałem,  by ta chwila się skończyła. Oblizałem wargi napajając się smakiem jej ust.
-Mhmmm jesteś taka słodka.
-Ahh przestań-walnęła mnie w ramię i złapała moja rękę obejmując swoją.
Ta dziewczyna naprawdę coś do mnie czuje, ale jest strasznie powolna w okazywaniu uczuć, może to wszystko przez jej kłopoty? Puszczając rękę Holly podeszłem do szafki i wyjąłem dresy. Na oczach dziewczyny zdjąłem spodnie. Wpatrywala sie na mnie nie souszczając wzroku. Na jej policzkach wymalowały się różowe rumieńce. Zdjąłem bluzkę i włożyłem dresy by czuć się wygodnie w objęciach Holly.
-Awww skarbie uwielbiam twoje rumieńce-powiedziałem siadając obok niej.
-Nie mów tak, zawstydzasz mnie.
Oglądaliśmy razem jakąś komedię romantyczną. Wieczór szybko zleciał, nim się obejrzałem była już godzina 8 wieczorem. Razem wtuleni, przy fajnym filmie, o tak, mogłoby być tak codziennie.
Widziałem jak Holly zasypiała w moich objęciach.  Była taka piękna. Jej klatka piersiowa delikatnie unosiła się w gorre i w dół,  w powolnym rytmie.  Ująłem jej ciało w obydiwe ręce i powoli skierowałem się na górę. Starałem iść delkatnie i cicho by jej nie z budzić.

Holly's
Poczułam jak ktoś niósł mnie na rękach.
-Justin?-otworzyłam lekko śpiące powieki.
-Śpij skarbie, zaniosę cię na górę-odpowiedział Justin,  w naturalnym świetle księżyca błyszczały jego miodowe tęczówki.
-Al-le dzisiaj śpisz ze mną. Nie chcę być sama.
-Nie. Ja mam miejsce na kanapie-odpowiedział kładąc mnie na łóżko.
-W takim razie śpimy dzisiaj oboje na kanpie- odpowiedziałam łapiąc go za rękę i wciągając do łóżka.
-Jesteś taka uparta-odpowiedział i w końcu sie poddał. Polożył swoje ciało na łóżku.
-Muszę sie przebrać,  ale mi sie nie chce.
-Możesz spać w samej bieliźnie,  mówiłem ci już kiedyś, że jesteś seksowna haha-Justin ukazał swoje wszystkie diamentowe zęby w radosnym uśmiechu.
-Weś mnie nie zawstydzaj- powiedziałam-Zdjęłam ubrania rzucając je w kąt i założyłam bluzkę Justina. Byla na mnie za duża i wyglądała jak sukienka. Wśliznęłam się pod kołdrę.  Czułam jego ciepło i bliskość jego ciała.  Przekręciłam się w bok i poczułam jak ręką Justina obejmuje mnie w talii.  Dreszcze przeszły  przez całe moje ciało,  od stóp po głowę. Był tak blisko mnie. Czułam się naprawdę bezpiecznie. Złapałam jego rękę masując jego kostki. Moje powieki powoli opadły,  a ja zapadłam w sen.

,,Obudziłam się w jakiejś ciemnej ruinie. Było strasznie zimno i ciemno. Wstając z podłogi podeszłam do małego okienka umieszczonego na ścianie tego pokoju. Wyglądając przez okno ujrzałam tylko las. A jedyne światło jakie było to księżyc. Koszmar się zaczął.  Chciałam,  żeby ten koszmar szybko się skończył.  Miałam dość kłopotów i cierpień na kazdym kroku. Skierowałam się do drzwi i szybko zbiegłam po schodach, potykając się o własne nogi. Trzęsłam się jak galareta. Mój strach wzrastał za każdym razem. Stojąc przed drzwiami wejściowymi, szarpnęłam za klamkę i znalazłam się przed wejściem. Szłam przez ścieżkę. I usłyszałam jakieś kroki podąrzające za mna. Przyśpieszyłam. Zaczęłam w końcu biec, aż nagle potchnęłam się o korzeń. Mocno uderzyłam kolanem o ziemie. Za każdym razem gdy próbowałam się podnieść moje nogi i ręce odmawiały posłuszeństwa. Przed moją twarzą stanął ciemny brunet o niebieskich oczach.  Wpatrywał się na mnie stojąc dokładnie obok mnie
-Gdzie się wybierasz kochanie? Ucieczka się nie udała?  Jaka szkoda...
-Zostaw mnie- zaczęłam krzyczeć i nie przestałam dopóki nie zostałam uderzona w policzek.
-Zamknij się,  czas zabawy dopiero się zaczął. Poczułam mocne pieczenie. Do moich oczy napłynęły łzy.
- I tak cię nikt nie uratuje-odpowiedział po czym chwycił mnie za włosy zmuszając jednocześnie do tego, abym wstała.  Zabrał mnie spowrotem do tego budynku, i zaprowadził do sali gdzie stało jedno krzesło na środku. Mocno popchnął mnie na siedzenie. Upadłam na siedzenie uderzając kręgosłupem o oparcie .
-Masz jakieś ostatnie słowa? Piękna?
Siedziałam bezbronnie na krześle wiedząc, że to już koniec.  Z tylnej kieszeni wyjął nóż, a jego końcem zaczął jeździć nim od początku do końca mojej ręki. Zalałam się łzami.  Moje serce biło tak mocno, że tylko jego głos było słychać w tym pomieszczeniu.
-Więc twoje życie się tu kończy...piękna."

Obudziłam się cała mokra. Nie wiedziałam co się dzieje.  Zaczęłam płakać z przerażenia.
-Holly wszystko w porządku?-zapytał Justin przez zamknięte oczy. Ujrzałam go obok siebie i szybko przytuliłam się do niego.
-Nie, miałam straszny sen Justin nie zostawiaj mnie samej. Proszę-zaczęłam cicho jęczeć. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, wtulając się do niego . Zaczął delikatnie masować moje włosy, pocałował mnie w czoło obejmując swoimi ramionami.
-Spokojnie, nigdy cię nie zostawie-odpowiedział. Moje serce biło jak szalone. Ten sen był taki realistyczny, a co jeśli on był prawdziwy. Boję sie. Z dnia na dzień boje sie bardziej. Lecz gdy Justin jest przy mnie czuję się tak bezpiecznie. On jest na prawdę kochany. Boję się mu  powiedzieć co tak naprawdę czuję.  Holly weź si się w garść i będziesz miała to za sobą. A co bedzie jeśli mnie odrzuci? Jak ja sobie wtedy poradzę?
-Justin?
-Tak?
-Cieszę się, że tutaj jesteś, przy mnie.
-Ja się cieszę,  że Cię poznałem, jesteś mi taka bliska.
-Ale nie to chciałam ci powiedzieć.
-Tylko?-zapytał.
Przęłknełam głośno ślinę, kierując wzrok prosto w czekoladowe tęczówki Justina, a następnie spowrotem położyłam swoją głowę na jego torsie.
-Kocham cię Justin.

___________________________
Jeju Holly w końcu to powiedziała.  Ciekawe jak zareaguje Justin. Dziękuję za 500 wyświetleń to bardzo dużo dla mnie znaczy. Chcę teraz powiedzieć że mam remont w pokoju i nie za dużo czasu ale staram sie pisać rozdziały.  Kolejny pojawi się w poniedziałek a najpóźniej we wtorek. Dziękuję.

4 komentarze:

  1. Łaaał. Twoje opowiadanie jest świetne.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo w mordę jeża to jest takie dobre opowiadanie i takie słodkie <3 Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. super! :)
    zapraszam do mnie http://onelesslonelyy.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń